Węgrzy węgrom nierówni

Hungarian National Philharmonic Orchestra

Hungarian National Philharmonic Orchestra

W zeszłym sezonie w Narodowym Forum Muzyki odbył się koncert prowadzonej przez Ivána Fischera Budapeszteńskiej Orkiestry Festiwalowej, który zrobił na wrocławskiej publiczności wielkie wrażenie. Kiedy więc 24 listopada w ramach trasy koncertowej upamiętniającej sześćdziesięciolecie węgierskiego powstania z 1956 r. w NFM gościła Węgierska Narodowa Orkiestra Filharmoniczna pod batutą Gregory’ego Vajdy, oczekiwania słuchaczy były wyjątkowo wysokie. Czy węgierska orkiestra im sprostała?

Kiedy zespół rozpoczął „Tańce z Galánty” Zoltána Kodálya od przejmującego ludowego zaśpiewu, pomyślałem sobie „o-ho!”. Potem, gdy w cudownym piano weszły smyczki pomyślałem sobie „ooo!”, lecz gdy chwilę później wchodząc z tematem waltornista koszmarnie skiksował, pomyślałem sobie „eee…”. Potem jednak gra orkiestry coraz bardziej mnie wciągała, a słysząc znakomite orkiestrowe pizzicato smyczków myślałem sobie „no, no…”, a gdy kwintet fantastycznie zrywał akcenty smyczkiem w górę myślałem sobie „hej!”. Kiedy więc utwór efektownie się skończył nie myślałem już długo, tylko od razu zacząłem bić brawo.

Chwilę później na scenę wtoczono fortepian, przy którym zasiadł Dávid Báll, aby odegrać pierwszy koncert fortepianowy Es-dur Franza, znaczy, przepraszam, Ferenca Liszta (który wszelako w domu posługiwał się językiem niemieckim i węgierskiego uczył się dopiero jako dorosły). Orkiestry węgierskie muszą grać koncerty Liszta równie często (a może nawet częściej) jak polskie koncerty Chopina i to doświadczenie z pewnością było słychać w głębokim, nasyconym brzmieniu zespołu. Z drugiej strony Gregory Vajda wystąpił na koncercie awaryjnie, zastępując w ostatniej chwili Jánosa Kovácsa, który się rozchorował. Być może to było przyczyną, że mimo bardzo pomocnej postawy solisty, orkiestra zawsze była minimalnie spóźniona. Dwadzieścia minut koncertu zleciało jednak zanim się spostrzegłem.

Po przerwie przyszła wreszcie pora na gwóźdź programu, „Koncert na orkiestrę” Beli Bartóka, który w zasadzie mógłby się nazywać „sprawdzian dla orkiestry” tak jest to wymagający utwór (podobnie dla dyrygenta, stąd często pojawia się w finałowych etapach konkursów dyrygenckich). Jak węgierska orkiestra zdała ten egzamin? Powiedziałbym, że na cztery minus. Już pierwsze wejście chóru trąbek z tematem pierwszej części było zagrane nieczysto, smyczki miały czasem problem z precyzją w drobnonutowych pasażach, rytm nierzadko się chwiał, a poszczególne sekcje gubiły koordynację. W pierwszej części dyrygent nie połączył fragmentów o zmiennych tempach w jedną spójną całość. Słabość sekcji dętej drewnianej obnażyła druga część, w której muzykom ciężko było utrzymać właściwe tempo i intonację. Z drugiej strony wspaniale zabrzmiała elegia z cudownymi crescendowanymi arpeggiami wieńczonymi akordem tutti. Efektownie wypadło także dowcipne i lekkie Intermezzo interroto. Rozbudowany finał miał swoje wzloty i upadki, ale orkiestra zaprezentowała w nim wielką energię.

Przynajmniej tak się mogło wydawać, bo już chwilę później dyrygent nie czekając aż ucichną dosyć anemiczne brawa, wyciągnął spod pulpitu partyturę do tańca węgierskiego g-moll nr 1 Johannesa Brahmsa (myślałem, że Węgrzy do utworów Brahmsa się nie przyznają, uznając je za nazbyt cygańskie, w przeciwieństwie do nawiązujących do autentycznego folkloru węgierskiego utworów Bartóka czy Kodálya. Okazało się jednak, że nie próbują walczyć ze stereotypem), który muzycy wykonali jeszcze bardziej żywiołowo: ze swadą, dowcipem, przytupem. Potem na pulpity trafiły nuty do`kolejnego czardasza. Repertuar może nie licował z upamiętnianiem krwawo stłumionego antykomunistycznego powstania, ale dyrygent był w tych utworach ewidentnie w swoim żywiole. Publiczność była zachwycona i zgotowała muzykom owację na stojąco. Trudno było się do nich nie przyłączyć, ale wolałbym tak gorąco oklaskiwać perfekcyjne wykonanie „Koncertu na orkiestrę” Bartóka. To jednak usłyszałbym prędzej w wykonaniu tej drugiej węgierskiej orkiestry.

One comment on “Węgrzy węgrom nierówni
  1. Pingback: Niby-tygodnik | Gdy solistą jest orkiestra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *