Akta Humanus, cz. 6

Max Emanuel Cenčić patrzy się w nuty. Źródło: Actus Humanus

Nazbyt często, gdy piszemy „wykonawstwo muzyki dawnej” czy „wykonawstwo historycznie poinformowane”, czynimy skrót myślowy wrzucając tego jednego, niezwykle pojemnego pojęciowego worka bardzo różne od siebie zjawiska. „Wykonawstwo historycznie poinformowane” już dawno podzieliło się na różne nurty, wśród których wymieniłbym m.in. wygładzony, elegancki i grzeczny „Smooth Baroque”, odurzający szybkimi tempami i ostrymi kontrastami „Speed Baroque” (ew. „Power Baroque”), lecz także „Experimental Baroque”, w którym historyczne techniki wykonawcze są jedynie punktem wyjścia do dalszych brzmieniowych i stylistycznych poszukiwań, nierzadko inspirowanych muzyką popularną. Koncert Maxa Emanuela Cenčicia z zespołem Armonia Atenea na zakończenie festiwalu Actus Humanus można by umieścić w ostatnim z tych nurtów.

Max Emanuel Cenčić jest powszechnie uważany za jednego z czołowych działających dziś kontratenorów. Zupełnie słusznie. Gdzie Andreas Scholl zachwyca gładkością i eteryczną bezpłciowością, gdzie Philippe Jaroussky uwodzi zmysłowością, tam Cenčić poraża nas witalnością i energią swojego głosu. Dla mnie stanowi on rzadki przykład śpiewaka, który może podjąć techniczne i brzmieniowe wyzwanie, które rzuciła kontratenorom w 2009 roku Cecilia Bartoli swoją płytą „Scrificium”. Nie straszne są mu ani mordercze długie koloratury, ani dynamiczna drapieżność i energia. Nie straszne są mu wreszcie wirtuozowskie arie z oper Johanna Adolpha Hassego, pisane dla największych śpiewaków osiemnastego stulecia.

Arie kapelmistrza elektora saskiego Fryderyka Augusta II (a zarazem Augusta III, króla Polski) zestawione były podczas koncertu parami: liryczna-wirtuozowska. Cenčić błyszczał w koloraturowych kaskadach arii „Scherza il nocchier talora” z opery „Demetrio” i brawurowo wspinał się na najwyższe dźwięki arii „Solca il mar e nel periglio” z opery „Tigrane”. Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak powolna aria „Se mai senti” z opery „Tito Vespasiano”, w której kontratenor prowadził płynną frazę, wspaniale rozśpiewując i wytrzymując długie dźwięki. Zarzucić mogę Cenčiciowi jedynie to, że zbyt często zagląda w nuty i czasem śpiewa z głową spuszczoną w stronę pulpitu, przez co znacznie słabiej go słychać. Śpiewak regularnie występuje w barokowych operach, więc nie wierzę, by miał problemy z opanowaniem pamięciowym tekstu i by tych nut naprawdę potrzebował. Może pora się ich pozbyć?

Towarzyszący soliście zespół Armonia Atenea prowadzony przez George’a Petrou zdecydowanie zaliczyłbym do nurtu „Experimental Baroque”. Już pierwsze dźwięki wiolonczeli z mocnym naciskiem smyczka i szorstkim, brudnym dźwiękiem zdradzają ideał brzmieniowy zespołu, któremu bliżej byłoby do kapel rockowych niż do wygładzonych i delikatnych interpretacji „smoothbarokowych”. Najbardziej eksperymentalną z przedstawionych przez zespół interpretacji była ich autorska wizja świetnie znanej sonaty d-moll „La Folia” Antonia Vivaldiego. Muzycy zaproponowali skrajne tempa od bardzo rozciągniętych, po szaleńczo szybkie, jednak najbardziej szokujące były zmiany agogiczne pojawiające się wewnątrz kolejnych wariacji. Kontrasty obejmowały również dynamikę i artykulację. Nierzadko ostre i głośne wejście tutti brutalnie przerywało delikatną frazę skrzypiec. Utwór w wykonaniu zespołu był momentami nie do poznania, a to wielki sukces w przypadku tak dobrze znanej kompozycji. I nie miało znaczenia, że skrzypce po raz kolejny fałszują, lub znów gdzieś zgubił się pion. Muzycy znali jednocześnie umiar i nie forsowali ostrego dźwięku akompaniując solistom czy to w ariach Hassego, czy to w koncercie mandolinowym G-dur, wciągającym swoją drobiazgową fakturą.

Temperament zespołu i śpiewaka znalazły wreszcie ujście w burzliwej arii gniewu „Si, di ferri mi cingete” z opery „Irene”. Mocny głos Cenčicia wspomagały ostre, szorstkie akcenty zespołu, a wyśpiewywane z pasją koloraturowe przebiegi zdawały się już przekraczać prędkość dźwięku. W ten oszałamiający sposób zakończył się ostatni koncert festiwalu Actus Humanus. I koncert, i festiwal może i nie były idealne (ale czy cokolwiek jest?), lecz z całą pewnością były ciekawe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *