Eurowizja 2018. Co wiemy po Krajowych Eliminacjach?

Gromee – prawdopodobnie najlepszy polski DJ w kapeluszu

Wszystko poszło zgodnie z planem. Krajowe Eliminacje wygrał Gromee i pojedzie do Lizbony, by na scenie udawać, że gra muzykę na żywo. No dobrze, to wiedziałem jeszcze przed eliminacjami. A co wiemy po?

1. Najpopularniejszy wzorzec: Szwecja. Szwedzi wyprodukowali nam w tym roku szereg piosenek (Saszan, Monika Urlik, Isabell Otrebus, Pablosson), w Szwecji wychowywała się Isabell Otrebus (czym akurat Szwedzi pewnie się zbytnio nie szczycą…), ze Szwecji Gromee importował wykonującego jego piosenkę Lukasa Maijera, a Marta Gałuszewska bez żenady nawiązała do zeszłorocznej oprawy scenicznej Robina Bengtsson (wprawdzie bez użycia bieżni, za to z wychodzeniem z backstage’u). Wreszcie eliminacje uświetniał Måns Zelmerlöw, zwycięzca Konkursu z 2015 roku. Szwecja od lat dominuje na Eurowizji, więc jeśli już mamy czerpać wzorce, to od najlepszych. Can’t beat’em, join’em.

2. Największe zaskoczenie: TVP. Zaproszeniem Månsa Telewizja Polska zrobiła na mnie duże wrażenie. Ale na tym nie koniec. Odmłodzono jury i zaproszono do niego osoby faktycznie kompetentne w sprawach muzyki rozrywkowej. Uproszczono system podawania głosów. Scena wyglądała znacznie bardziej profesjonalnie, a operatorzy też radzili sobie już coraz lepiej z realizacją na żywo poszczególnych ujęć. Tak, Artur Orzech dalej się plątał i opowiadał suchary, choć już mniej niż rok temu. Tak, gdy zaczęto śpiewać „Sto lat” dla Kasi Moś, to znów zrobiło się swojsko i ludycznie. Ale nie sposób nie zauważyć wielkiego postępu od zeszłego roku.

3. Największa wtopa: Isabell Otrebus. Saszan była prawie ciągle pod dźwiękiem, Maja Hyży śpiewała z okropnym przydechem, a Future Folk wcale nie strollował Internetów, tylko naprawdę zgłosił tak słabą piosenkę, że ze wstydem usunął nagranie z sieci. Jednak wszystkie te porażki bledły w zestawieniu z występem Isabell, która nie dość, że okrutnie fałszowała, to jeszcze nawet specjalnie nie potrafiła się poruszać się na scenie, tylko tak się komicznie kiwała w tej opuszczonej na jedno ramię kurtałce. Wreszcie atak na wysoki dźwięk przypuszczony w końcówce piosenki skończył się takim samym sukcesem jak większość zimowych ataków na ośmiotysięczniki. Najgorsze w tym wszystkim, że w przypadku Isabell to już recydywa. Niech ktoś oszczędzi jej wstydu i powie, że nie umie śpiewać na żywo i niech sobie nagrywa piosenki w studio z akompaniamentem autotune’a.

4. Najlepszy występ: Ifi Ude. Ifi zmieniła wszystkie miejsca, których czepiałem się w swoim przewodniku: wstęp mniej odstawał charakterem od reszty piosenki, w bridge’u nie było recytacji, za to pojawiła się nawiązująca do wstępu wokaliza, a lekki głos wokalistki w zwrotkach hipnotyzował. Ifi była charyzmatyczna, przyciągała uwagę (stąd kamera często skupiała się na jej twarzy), a końcowy moment, gdy w powiewnej czerwonej sukni wirowała na scenie był magiczny. Do tego trzeba dodać chórzystów, którzy nie tylko byli bardzo dobrzy wokalnie, ale też perfekcyjnie realizowali choreografię trochę w stylu zeszłorocznej piosenki Artsvik. Ciekawym akcentem były cekiny ponaklejane na ich dłoniach w etniczne wzorki. Słuchając i oglądając to wykonanie jako jedyne z całej stawki miałem poczucie, że dobrze sprawdziłoby się na scenie w Lizbonie, przykułoby uwagę całej Europy i miało realną szansę na sukces.

5. Najbardziej niemodna część garderoby: spodnie. Spodnie ewidentnie wyszły z mody i znaczna część wokalistek i tancerek postanowiła pozbyć się tej części garderoby i wystąpić na scenie jedynie w body.

6. Największy upadek: Blue Cafe. Ten zespół jeszcze istnieje?! – pytałem się, gdy Artur Orzech zapowiedział występ grupy, która reprezentowała Polskę w 2004 r. Blue Cafe było zawsze dość kampowe i ocierało się o kicz, jednak głos Tatiany Okupnik był na tyle charakterystyczny, że ich piosenki były przynajmniej wyraziste. Teraz zespół skręcił w latynoskie rejony, jednak bynajmniej mnie to nie grzeje, wręcz przeciwnie – ziębi. Zupełnie niepotrzebny występ żywego trupa.

7. Najlepszy wokal: Monika Urlik. Występ Ifi był najlepszym pakietem, Gromee wygrał chwytliwą piosenką, Happy Prince urzekł ładną balladą, ale to Monika Urlik zaśpiewała najlepiej. Mocnie, pewnie, czysto z dobrą, rezonacyjną emisją. Co studia wokalne, to studia wokalne. I tylko szkoda, że jej piosenka Momentum była tak słaba…

Ogólnie Krajowe Eliminacje w tym roku zrobiły na mnie dobre wrażenie. Poziom piosenek jest coraz lepszy, podobnie jak wykonawców (już litościwie nie liczmy tych paru pomyłek). Może wreszcie czegoś się uczymy? Gromee powinien pewnie awansować do finału w Lizbonie, bo radiowe i taneczne piosenki zawsze radzą sobie dość dobrze. Jeśli tylko Lukas Maijer będzie śpiewał pewniej i miał bardziej charyzmatyczną prezencję sceniczną (jakże blado wypadł w porównaniu z Aleksandrem Wallmanem z Norwegii, który rok temu był frontmanem dla innego DJa, JOWSTa), możemy myśleć nawet o pierwszej dziesiątce. Gdybym był jurorem (pomarzyć zawsze można), głosowałbym następująco (przy czym za miejscem piątym rządzi już tylko logika mniejszego zła):

1. Ifi Ude
2. Happy Prince
3. Gromee
4. Monika Urlik
5. Marta Gałuszewska
6. Maja Hyży
7. Saszan
8. Pablosson
9. Future Folk
10. Isabell Otrebus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *