Niby-Eurowizja 2020. Przewodnik po pierwszym półfinale

Odwołano Eurowizję, ale wcześniej wybrano już 41 konkursowych piosenek. Wiadomo już, że w przyszłym roku nie będą mogły reprezentować swoich krajów (choć większość artystów wystąpi ponownie z nowymi utworami), ale szkoda, żeby się zmarnowały. W związku z tym urządzono taki mały erzac konkursu: Eurovision Song Celebration, gdzie zamiast półfinałowej rywalizacji, posłuchamy sobie piosenek, które normalnie wzięłyby udział, ale bez głosowania i całej konkursowej otoczki. No to skoro jest erzac półfinału, to u mnie będzie erzac przewodnika i tegoroczne piosenki będę omawiał w skrótowej formie.

The Roop On Fire (Litwa) – elektroniczny temat, który wbija się w mózg, szalona choreografia, creepy ujęcia z soczekami powiększającymi składają się na występ doskonale eurowizyjny. I nawet do irytującej maniery wokalisty da się przyzwyczaić. Jeden z faworytów konkursu.

Ana Soklič Voda (Słowenia) – w 1980 roku Turcja śpiewała o ropie naftowej, więc czemu nie śpiewać o wodzie? Prawdopodobnie niedługo będzie dobrem bardziej pożądanym. Gorzej, że cała piosenka (przerysowana ballada) to dla mnie trochę… lanie wody?

The Mamas Move (Szwecja) – rok temu The Mamas zrobiły furorę wspierając Johna Lundvika i wnosząc do wykonania niespotykany poziom sass. Teraz występują z autorską propozycją. Generalnie – im więcej Mamas, tym lepiej. Pierwsza dziesiątka.

Little Big Uno (Rosja) – parodia latynoskich hitów z lat dziewięćdziesiątych á la Ricky Martin utrzymana w estetyce disco lat siedemdziesiątych. Uno, dos, cuatro – nawet odliczanie się tutaj nie zgadza. I na tym właśnie polega kampowy urok  Little Big. Jeden z faworytów do wygrania televotingu.

Montaigne Don’t break me (Australia) – Montaigne bardzo dobrze śpiewa, w jej głosie jest łamliwa emocja, trochę gorzej miota się po scenie w stroju klauna (WTF?). Ale piosenka wyprodukowana luks, więc jurorzy by głosowali za.

VAL Da Vidna (Białoruś) – „Dawid na, Dawid na” dyszy VAL. Do końca piosenki nie dowiaduję się, na czym. Z piosenki zapamiętam jeszcze wyjątkowo głośne dobieranie oddechu i srebrną perukę Kleopatry. A w samym pierwszym półfinale VAL miała konkurencję w postaci lepszej Kleopatry…

Vasil YOU (Północna Macedonia) – Macedonia w ostatnich latach produkuje naprawdę niezłe piosenki! YOU jest klubowo-radiowym kawałkiem do pogibania się z lekkim odcieniem etnicznym. Ale Vasil w ramach Eurovision Home Concerts uraczył fanów jednym z większych fałszów, więc „niezłe” to trochę za mało na finał.

Lesley Roy Story of My Life (Irlandia) – girlsrockowa najntisowa energia, która aż zachęca do tego, żeby trochę poskakać. Queerowy przekaz teledysku. I ujmująca osobowość Lesley, która na Eurowizyjnych Koncertach Domowych miała cudowne cekinowe wdzianka. Jedna z moich ulubionych tegorocznych piosenek, choć ogólnie raczej spotkała się z chłodnym przyjęciem.

Go_A Solovey (Ukraina) – flecik na początku jak w zwycięskim Only Teardrops z 2013, do tego biały głos, bębny i DJ – mam wrażenie, że ta piosenka została napisana na podstawie porad z parodystycznej piosenki Love Love Peace Peace. Ale skoro formuła działa? Mam wrażenie, że Ukrainie lepiej poszło sprzedanie białego słowiańskiego głosu niż nam, a przecież Tulia w zeszłym roku prawie weszła do finału.

Damir Kedžo Divlji Vjetre (Chorwacja) – jedna z tych męskich power ballad z obowiązkową modulacją o pół tonu, których tydzień po Eurowizji się już nie pamięta. No, ale fajnie, że śpiewa po chorwacku. I nawet dobrze śpiewa.

Efendi Cleopatra (Azerbajdżan) – Azerbejdżan i Egipt to może niekoniecznie ten sam rejon, ale dla większości Europejczyków to pewnie nie ma znaczenia – to i to orient i egzotyka. Początek wydaje się zapowiadać stereotypową piosenkę, ale potem pojawia się zawodzenie egipskiego kapłana i kawałek trochę odjeżdża. I dobrze. Efendi świetnie śpiewa, a jej „Cleopatrrrrrra” aż przyprawia o ciarki.

ROXEN Alcohol you (Rumunia) – w moim odczuciu jedna z najbardziej przehype’owanych tegorocznych piosenek. Nieźle wyprodukowana, ale banalna melodyka zwrotki i niepoprawna prozodia języka angielskiego (akcenty na ostatnią sylabę) mnie odrzuca. Nie mówiąc, że tekst jest średnio zrozumiały, więc słyszymy „coś tam, coś tam, coś tam FAKE NEWS”. Może ROXEN faktycznie śpiewa po alkoholu?

Ulrikke Attention (Norwegia) – typowa power ballada śpiewana w złotej sukni z pirotechniką w tle, wchodzeniem na wysokie dźwięki i wykrzywianiem twarzy podczas tego procesu. Nie jestem fanem, ale pewnie samą siłą głosu Ulrikke wdarłaby się do finału.

Destiny All of My Love (Malta) – kaczuchowy zaśpiew na początku, głębokie dźwieki fortepianu, a potem klaskanie i bicik – nawet specjalnie nie musiałem sprawdzać, czy piosenka wyszła ze studia Symphonix. Ciekawie miesza gatunki – soul z funkiem i r’n’b. Gdy dołożyć do tego mocny głos Destiny, finału można być spokojnym.

Sandro Running (Cypr) – kolejna z piosenek, o których ciągle zapominam, że są w tym konkursie. Generyczny pop, ale raczej nie może liczyć na taki sukces, co węgierska Running z 2014 roku, która zajęła piąte miejsce.

Hooverphonic Release me (Belgia) – Czemu po dwóch latach Belgia znów wystawia trącącą myszką bondowską balladę? Bo znów piosenkę wybierali Flandrowie i stwierdzili, że dobrym pomysłem będzie zamówić ją u tego samego autora. Dwa lata temu nie było sukcesu, nie wróżyłbym go i teraz.

Eden Alene Feker libi (Izrael) – jedna z moich ulubionych tegorocznych piosenek, a już na pewno najlepsze zakończenie piosenki. Świetna energia, dobry beat, obowiązkowy orientalny element etniczny. Eden ma mnóstwo naturalnego wdzięku, na scenie wydaje się być na swoim miejscu, a rośli tancerze w rozpiętych koszulach z pewnością przemówią do gejowskiej części widowni. Pierwsza dziesiątka.

I w tym miejscu – twist. Organizatorzy nie chcą głosowania? A takiego! Przecież to najlepsza część. Zachęcam zatem wszystkich czytelników do oddawania głosów w komentarzach. Oczywiście w Eurowizyjnej skali punktowej: 12, 10, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1. Głosy czytelników zostaną następnie zrównoważone ocenami zaproszonych przeze mnie jurorów. W ten sposób wyłonimy finalistów, na których będziemy głosować w sobotę wybierając zwycięzcę Niby-Eurowizji 2020!

3 comments to “Niby-Eurowizja 2020. Przewodnik po pierwszym półfinale”
  1. Kim są Flandrowie? Wiem, że nazwy z obszaru Niskich Krajów nie należą do najłatwiejszych, ale tego się nie spodziewałem… Mnie najbardziej, z nazw mieszkańców Flandrii, do gustu przypadają Flamingi od niderl. Vlamingen!

  2. 12 – Azerbejdżan!
    10 – Izrael
    8 – Szwecja
    7 – Malta
    6 – Litwa
    5 – Ukraina
    4 – Irlandia
    3 – Australia
    2 – Rosja
    1 – Rumunia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *