Dziennik Wratislavia, cz. 6

Aldona Bartnik, Matylda Staśto i Piotr Kwinta w "Adventures" György Ligetiego. Zdjęcie: Sławek Przerwa/NFM

Aldona Bartnik, Matylda Staśto i Piotr Kwinta w „Adventures” György Ligetiego. Zdjęcie: Sławek Przerwa/NFM

Czy da się połączyć muzykę dawną ze współczesną? Choć piątkowy koncert Huelgas Ensemble dał silne argumenty przeciw, sobotni koncert z muzyką György Ligetiego oraz mistrzów wczesnego włoskiego baroku pokazał, że jednak da się. Oczywiście, Ligeti chętnie nawiązywał do dawnych stylów i gatunków, jak choćby w „Koncercie Hamburskim”, który znalazł się dwa lata temu w programie inauguracji festiwalu „Warszawska Jesień”. Ligeti stroni jednak od prostego historyzmu. Jego utwory klawesynowe („Hungarian Rock”, „Passacaglia Ungherese”) wykorzystują typową dla baroku technikę ostinato oraz elementy barokowej ornamentyki, na tym jednak podobieństwa się kończą.

Czasem związki pomiędzy muzyką Ligetiego a wczesnobarokową drugą praktyką można znaleźć dużo głębiej. W „Adventures” oraz „Nouvelles Adventures” węgierski kompozytor eksploruje możliwości barwowe ludzkiego głosu, sprowadzające się często do pierwotnych wokalizacji, mających silne konotacje emocjonalne. I choć w obu utworach nie padają żadne słowa, doskonale rozumiemy ten wokalny komunikat. Czyż nie o to samo chodziło twórcom z kręgu Cameraty de Bardi, którzy pragnęli, by melodia jak najwierniej oddawała emocje ludzkiego głosu? Jedno z czołowych osiągnięć tego kierunku stanowi „Il Combattimento di Tancredi e Clorinda” Claudio Monteverdiego, w którym skala emocji sięga od kipiącej furią walki po pełną pokory scenę nawrócenia. Wreszcie mamy też mikropolifonię „Ramifications”, która dziwnie dobrze brzmiała zestawiona z sonatami Dario Castella. Na koncercie zadbano również o dodatkowe powiązania repertuaru z XVII i XX wieku: soliści w „Adventures” mieli upudrowane twarze na wzór postaci z pierwszych wieków opery, a po pierwszym utworze kornecista Andrea Inghisciano wykonał improwizację, która cofnęła słuchaczy o ponad 300 lat w historii muzyki, po czym płynnie rozpoczął utwór Castella.

Wykonawczo duże uznanie należy się trójce solistów z obu „Adventures”: Aldonie Bartnik, Matyldzie Staśto i Piotrowi Kwincie, którzy wspaniale się tą muzyką bawili i w poszukiwaniu właściwych brzmień nie zatrzymywali się na półśrodkach. Cieszy, że młodzi wokaliści sięgają po współczesny i eksperymentalny repertuar nie ulegając stereotypom, że muzyka współczesna niszczy głos, niszczy technikę, w ogóle wszystko niszczy, jest źródłem wszelkiego zła i niechybnie sprowadzi na nas Armageddon. Obsada „Il Combattimento” nie była już tak równa. Po narratorze, Carlo Allemano, słychać było, że występuje na scenach operowych. Niepomny na to, że wrocławskie Oratorium Marianum jest nieco mniejsze niż, powiedzmy, Wiener Staatsoper, grzał głosem z całych sił i mocno wibrował, co zupełnie nie sprawdzało się w tej przestrzeni i tym repertuarze. Więcej spokoju by nie zaszkodziło, szczególnie że w górnym rejestrze jego głosu dało się słyszeć pewną sztywność. Równie dźwięcznym, co Allemano głosem dysponował Tankred, Jarosław Bręk. W przypadku polskiego barytona przydała by się jednak wyrazistsza artykulacja. Na tle dwóch tubalnych głosów, cienki sopran Hanny Herfurtner początkowo rozczarowywał, jednak właśnie ta delikatność stała się wielkim atutem w przejmujących końcowych kwestiach Kloryndy. W „Mysteries of the Macabre” Ligetiego wokalistka pokazała, że owa delikatność u Monteverdiego była świadomym wyborem, a nie ograniczeniem głosu. Towarzyszący wokalistom muzycy orkiestry Leopoldinum pod kierunkiem Hartuda Rohde, byli precyzyjni i bardzo dobrze współgrali z solistami.

Choć koncert w Oratorium Marianum nie był najlepszym koncertem na festiwalu, być może był jego najważniejszym koncertem. Ciekawe zestawienie repertuaru z dwóch różnych epok pomaga zlikwidować uprzedzenia, każe poszukiwać, co w tak różnej muzyce jest wspólne, co stanowi o wartości dzieła. Brzmieniowe efekty i ekspresja z „Adventures” czy „Mysteries of the Macabre” odbierane były wprawdzie happeningowo, jako żart. No cóż, publiczność trzeba kształcić do odbioru muzyki współczesnej. Początkującym słuchaczom proponuję słuchanie z zamkniętymi oczami, żeby bardziej skupić się na dźwięku niż na sposobie jego wydobycia. Przedzieranie gazety na pół naprawdę idealnie wpisywało w brzmieniową strukturę „Nouvelles Adventures”. I naprawdę nie dało by się go niczym innym zastąpić!

***

Zanim wysłuchaliśmy Ligetiego i Monteverdiego, w sali kameralnej NFM zespół La Fonte Musica pod kierunkiem Michele Pasottiego prezentował twórczość Antonia Zacara da Teramo, włoskiego kompozytora, skryptora i miniaturzysty z przełomu XIV i XV wieku. Zacara da Teramo to postać nietuzinkowa, warto o nim więcej poczytać, choćby w błyskotliwym i momentami dowcipnym komentarzu Pawła Gancarczyka. Program koncertu skonstruowano tak, by obok siebie zestawić świeckie utwory kompozytora, ich autorskie sakralne parodie, oraz anonimowe instrumentalne transkrypcje. Bardzo ciekawa to muzyka: z jednej strony niezwykle wyrafinowana, a drugiej – jakby nieokrzesana, nieujęta jeszcze w ścisłe karby renesansowego kontrapunktu. W interpretacji zespołu lśniły przede wszystkim utwory świeckie, w których muzycy nie stronili od teatralnej przesady, retorycznych pauz czy przerysowanej artykulacji tekstu. Pieśń do boga podziemi „Deus deorum Pluto” brzmiała prawdziwie demoniczne, zaś w „Ad ogne vento come foglia” urzekało lekkie staccato. Choć eksperymenty artykulacyjne plasują zespół wśród progresywnych wykonawców muzyki średniowiecza, muzycy La Fonte Musica nie eksperymentują z intonacją czy ornamentacją. Trochę szkoda, jednak bezpretensjonalne wykonanie oraz swada, z jaką o muzyce opowiadał Michele Pasotti (mimo, że co krok brakowało mu angielskich słów), zyskały muzykom ciepłe przyjęcie. Zespół musiał bisować aż dwukrotnie, mimo iż widać było, że przygotowani byli tylko na jeden bis.

***

Życie dworskie w epoce baroku było w wysokim stopniu steatralizowane, a do rangi spektaklu podnoszone były nawet najprostsze czynności (patrz: słynny rytuał budzenia Ludwika XIV). Czym zaś byłby spektakl bez dobrej muzyki? Stąd wiele w baroku muzyki towarzyszącej uroczystym wejściom, procesjom, zabawom, a nade wszystko ucztom. Powstał wówczas nawet specjalny gatunek muzyki, Tafelmusik, czyli muzyka stołowa. Najznamienitszy przykład tego gatunku bez wątpienia stanowią trzy zbiory Tafelmusik Georga Philippa Telemanna, z których utwory zabrzmiały podczas koncertu w niedzielne południe. Choć muzyka Telemanna nie stanowiła tym razem tła do ucztowania, towarzyszyła jedzeniu, bowiem w przerwach koncertu słuchacze mogli w cenie biletu kosztować specjały kuchni francuskiej, włoskiej, niemieckiej i polskiej. Czemu takie? Opanowanie stylu francuskiego i włoskiego było obowiązkiem każdego późnobarokowego kompozytora. U Telemanna znajdziemy jednak również elementy niemieckie (co zrozumiałe), a także fragmenty „alla polacca”, gdyż kompozytor w młodości przebywał na dworze hrabiego von Promnitz w Żarach i Pszczynie. Jedzenie było przednie – szczególnie cieszyło mnie, że w polskim bufecie wykwintna kuchnia (np. pasztet z kaczki w sosie żurawinowo-chrzanowym) dominowała na kuchnią peerelowską (sałatka jarzynowa czy śledź z cebulą). A jak prezentowała się muzyka?

Bardzo dobrze, nawet jeśli sam wolę barok w nieco szybszych tempach i z ostrzejszą artykulacją. Dobrze prezentowali się szczególnie soliści – Marek Niewiedział na oboju czy Jana Semerádová na flecie traverso. Najbardziej jednak podobało mi się cieniowanie dynamiczne lidera zespołu, Jarosława Thiela, w koncercie na flet, skrzypce, wiolonczelę i smyczki TWV 53:A2. Gdy w środkowej części koncertu do zespołu dołączył Giovanni Antonini na flecie prostym, tchnął w muzykę nowego ducha – z nim nie mogło być mowy o wolnych tempach czy miękkiej artykulacji. A że czasem coś się delikatnie rozmazało, albo ktoś wszedł nierówno? Jedynie dodało wykonaniu uroku i autentyczności. Nikt się chyba nie spodziewa, że muzyka do stołu wykonywana była z największym kunsztem i starannością.

PS. Wieczorny niedzielny koncert opiszę jutro, gdyż spodziewam się, że tematycznie dobrze połączy się z koncertem dzisiejszym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *