Dziennik Sacrum, dziennik Profanum, cz. 2

Ensemble Intercontemporain wykonuje "Sur incises" Pierre'a Bouleza na Sacrum Profanum. Zdjęcie: Michał Ramus

Ensemble Intercontemporain wykonuje „Sur incises” Pierre’a Bouleza na Sacrum Profanum. Zdjęcie: Michał Ramus

Festiwal Sacrum Profanum kolejnego dnia pokazał, że wciąż „nie boi się ryzyka” i śmiało zestawia klasyków XX i XXI wieku z dziełami młodszych twórców. Tym razem przyszła pora na utwory Pierre’a Bouleza oraz kompozycje Agaty Zubel i Mai S.K. Ratkje. Po MusikFabrik na krakowskim festiwalu zagościł nie mniej znakomity Ensemble Intercontemporain.

Utwór Agaty Zubel „Double Battery” słyszałem już podczas premiery na wrocławskim festiwalu “Musica Electronica Nova”. Wówczas, w znacznie mniejszej przestrzeni, utwór zabrzmiał dużo ostrzej, a wszystkie kontrasty był znacznie silniejsze. W Krakowie dzięki większej sali utwór zyskał więcej oddechu, a ja mogłem docenić wiele konstrukcyjnych i percepcyjnych niuansów: efektów maskowania, gdzie z lokalnych kulminacji kompozytorka pozostawia tylko pojedynczą, słabo wcześniej słyszalną linię i na niej buduje kolejną małą kulminację. Znacznie lepiej było też słychać zależności pomiędzy poszczególnymi wykonawcami czy grupami instrumentów. Instrumentacyjnie, barwowo i konstrukcyjnie wszystko jest w tym utworze na swoim miejscu. Warto też odnotować, że wobec „poszerzonej przestrzeni” sali koncertowej, zespół zrezygnował z „poszerzonej przestrzeni” – amplifikacji i redystrybucji brzmienia instrumentów w przestrzeni wielokanałowej.

Sacrum: „Sur incises” Pierre’a Bouleza. Jest coś takiego w arcydziełach, że kiedy je słyszymy, w żaden sposób nie mamy potrzeby uzasadniania ich wielkości. Po prostu ją czujemy i to wystarczy. Dla nieprzekonany jednak napiszę: wspaniałe studium rezonansu. Trzy grupy instrumentów traktowane są z pozoru heterofoniczne, a jednak wspaniale się uzupełniają. Fragmenty statyczne i motoryczne sąsiadują tu w zadziwiający sposób i jeden typ narracji gwałtownie przerywa drugiemu zanim ten popadnie w banał. Słuchanie tego dzieła w tak znakomitym wykonaniu było czymś niezwykłym. W napięciu spijałem każdy dobiegający mnie dźwięk i drażnił mnie najdrobniejszy nawet odgłos z sali zakłócający to przeżycie. Przypomniały mi się najlepsze lata Sacrum Profanum, gdy można było w znakomitych wykonaniach posłuchać Stockhausena, Lachenmanna, Harveya, Ferneyhougha, Saariaho czy Wallina.

Profanum: Forma i orkiestracja w „Concerto for Voice” Mai Ratkje. Trochę tutaj naciągam kategorię „Profanum”, bo utwór (podobnie jak „some drops…” Marcina Stańczyka) generalnie mi się podobał. Maja Ratkje jest znakomitą artystką i wielokrotnie gościła już w Polsce łącząc głos z elektroniką. Jej – częściowo improwizowana – partia w koncercie była znakomita. Poruszała się raczej w kręgu dyskretnych szmerów, chrząknięć i popiskiwań niż krzyków (trudno uniknąć porównań ze znacznie bardziej ekstrawertycznym traktowaniem głosu przez Agatę Zubel). W tej wysublimowanej powściągliwości jednak tkwiła jej siła. Bardzo też podobało mi się, w jaki sposób orkiestra rezonowała i podejmowała pewne sugerowane przez kompozytorkę typy brzmień. Nawet maszyna do pisania była tu na swoim miejscu, choć przecież ten zabieg słyszeliśmy w nowej muzyce już tyle razy. Gdy jednak orkiestra zostawała sama, faktura była cienka, miałka i trochę bazująca na stereotypie. Gdy po jednym z orkiestrowych interludiów Maja Ratkje zaczęła swoje solo od głośnego chrapnięcia brzmiało to jak adekwatny komentarz do wysłuchanego przed chwilą fragmentu. Zaskakujące w tych orkiestrowych fragmentach było to, jak ważna dla Ratkje jest harmonia (czy to rozumiana jako centrum tonalne, spektrum czy nawet nawiązania do harmoniki tonalnej czy jazzowej). Formalnie utwór był cyklem kolejnych epizodów: solowych popisów wokalistki, z na ogół krótkimi instrumentalnymi przerywnikami. Trudno było w tym dostrzec jakąś linię rozwojową czy pracę tematyczną. No, może za wyjątkiem powracającego harfowego tremolanda w wysokim rejestrze. Pomimo tego, gdy utwór uleciał i z pogwizdem rozmył się w najwyższym rejestrze, trudno było się nie uśmiechnąć.

Rozumiem, że Sacrum Profanum ryzyka się nie boi, ale przy utworach takich, jak „Sur incises” ciężko się obronić jakiejkolwiek kompozycji. Agacie Zubel i Mai Ratkje się (prawie) udało. Gratulacje!

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *