Eurowizja 2021. Co wiemy po drugim pół- i przewodnik po finale

Znów 8/10. To w sumie i tak nieźle zważywszy, jak dziwny był to półfinał. Czego w takim razie się po nim dowiedziałem?

  1. Najwięksi przegrani – uczestnicy pierwszego półfinału. Wiadomo, że zawsze jeden półfinał jest bardziej konkurencyjny od drugiego, ale takiej dysproporcji nie pamiętam. Większość piosenek była tak słaba, że pod koniec kibicowałem już Austrii i Danii, bo przynajmniej czysto śpiewali. Australia z tego półfinału awansowałaby bez najmniejszego problemu. Podobnie Rumunia (Roxen wprawdzie też była nieczysto, ale miała dobry staging).
  2. Najpopularniejszy kolor – magenta. Ja nie wiem, co tu się stało, ale nagle wszystko w Konkursie jest magentowe. Czy to ostateczny triumf vaporwave’u? A może La Monte Younga? Nie mam pojęcia.
  3. Najpopularniejsza figura geometryczna – kwadrat. A konkretnie kwadratowa siatka. W mołdawskim wariancie nawet magentowa kwadratowa siatka. Kiedyś w Konkursie mieliśmy ciekawe, oryginalne wizualizacje. Czy to kolejne anonimowe ofiary pandemii COVID-19?
  4. Najbardziej przekombinowany show – Grecja. Pamiętacie jak Sergey Lazarev zrobił świetne show z wizualizacjami, które kazały nam wątpić w to, co jest realne, a co rzeczywiste? No to Grecja z grubsza zrobiła to samo, tylko gorzej i bez pomysłu. Sergey wspinał się po (nieistniejących?) schodach, Stefania wspinała się po niczym. I potem wisiała w powietrzu. No i trick z wirtualnymi tancerzami niby spoko, ale czy nie lepiej to wyglądało w zakończeniu z tancerzami na żywo? Po ponad roku pandemii raczej mamy dość wirtualności.
  5. Najlepszy głos – Szwajcaria. Jeśli Gjon Cię nie wzrusza, nie masz serca. Wszystko czysto, gładko, pięknie. Szkoda, że staging średnio pomaga piosence, przy odpowiedniej oprawie scenicznej to mógłby być pewniak do wygranej.

Tymczasem pora przedstawić jeszcze sześć piosenek automatycznych kwalifikantów – gospodarza i pięciu krajów, które najwięcej płacą na Konkurs (płacą i wymagają).

Zaczynamy więc od faworytki bukmacherów, reprezentantki Francji Barbary Pravi. Jest piosenka Voilà, to francuskojęzyczna w starym stylu. Takim od Charlesa Aznavoura czy Jaquesa Brela. Innym skojarzy się z Édith Piaf. W każdym razie – rzecz dla fanów francuskiego „r” i tych, którym marzy się kawa, croissant i papieros w niewielkim bistro z widokiem na wieżę Eiffla. Jest więc smyczkowo-fortepianowo (aż dziw, że nie ma akordeonu! A może jednak jest? W drugiej zwrotce słyszę takie delikatne przeciągłe dźwięki…) i w ciemnych (zadymionych?) barwach. Podoba mi się nawet pewna obsesyjność, z którą kończy się piosenka, ale ogólnie nie ma tu nic nadzwyczajnego – ładny utwór, dobrze wykonany, z adekwatną oprawą sceniczną. Dawna Eurowizja pokiwałaby głową z uznaniem i wybrała coś bardziej odjechanego. Ale może ta nowa, popandemiczna Eurowizja tego właśnie potrzebuje? Nie wiem.

Minął rok, a Blas Cantó dalej próbuje udawać poprzedniego triumfatora Konkursu. Z Voy a quedarme wychodzi straszna pościelówa, więc potem stara się trochę tę piosenkę rozdmuchać, ale efekt jest raczej śmieszny (te schematyczne smyczki, te chórki rytmicznie skanujące „a-a-a!”). No i jeśli chcesz zaczynać a capella, a w zakończeniu dać popisową wokalizę, to lepiej dysponuj dobrym głosem. Niestety, tu nie mamy do czynienia z podobnym przypadkiem. Nie rozumiem, dlaczego Hiszpania od lat dołuje w Konkursie. Przecież tyle osób lubi hiszpańskojęzyczną muzykę, a jeśli jakiś europejski kraj można by uznać za latynoamerykański, to przecież byłaby to Hiszpania. Drodzy, uczcie się od Cypru.

https://www.youtube.com/watch?v=qb5FXBwSx44

W zeszłym roku Jeangu Macrooy śpiewał piękną, bardzo osobistą soulową balladę o własnym rozwoju, mimo wszelkich przeciwności. W tym jego piosenka ma wymiar wspólnotowy i odnosi się do całej afrodiaspory. I chyba dobrze trafia w obecny klimat ruchu BLM, pytań o rasizm, kolonialną przeszłość itd. Świetnie też pasuje do roku, w którym na Konkursie występuje rekordowa chyba liczba afrodiasporycznych artystów. Nawet jeśli poprzednia piosenka podobała mi się bardziej, to Birth of a new age wciąż jest niezłym utworem, a że mówi o wspólnocie, to jest bardzo chóralny. Znaczna część piosenki opiera się na wspierających wokalistach, a Ci są bardzo dobrzy (że bardzo dobry jest Jeangu wiedzieliśmy już od roku). Jestem też fanem tancerza, który wychodzi jakby od pozycji płodu (w końcu mowa o narodzinach nowej ery), ale też w swoich gestach jakby się wyzwala od czegoś, co go dusi. Znakomita i wymowna choreografia. Soulowy klimat i szczególnie etniczny refren też składają się na spójny przekaz. Solidna propozycja, choć nie przewiduję, żeby wdarła się do ścisłej czołówki.

Bardzo podobała mi się zeszłoroczna niemiecka piosenka, więc trochę żałuję Bena Dolica. Ale Niemcy najwyraźniej stwierdziły, że po dekadzie w większości słabych wyników trzeba wrzucić na luz. Luz nazywa się Jendrik, gra na ukulele i śpiewa wesołą piosenkę przeciwko hejterom. Mamy więc prosty, ale wpadający w ucho hook, mamy charakterystyczny dynamiczny łącznik z instrumentami dętymi, mamy gwizdany mostek, fragment stepowany, a nawet zapowiedź radiową. Na scenie bardzo kolorowa i różnorodna grupa, a do tego performerka w stroju gigantycznej dłoni, która raz jest znakiem „peace”, a raz fakolcem. Myślę, że dużo odbiorców Eurowizji odnajdzie się w tym pozytywnym antyhejterskim przekazie – hejt przecież co roku wylewa się i na samą Eurowizję (uwielbiam tych wszystkich dziaderskich publicystów, którzy piszą o jakiejś piosence czy jakimś wykonawcy, ale jednocześnie muszą podkreślić, że ESC to przede wszystkim kicz i zła muzyka). „It was fun!” – powiedział Jendrik po skończonym (nieocenianym) występie w półfinale. Yes, it was.

Śmiałem się ostatnio z Rafała Brzozowskiego, ale Wielka Brytania ma w tym roku właściwie identyczny problem – fajnej piosenki z niedobranym wokalistą. Spróbujcie sobie tylko wyobrazić, że Embers śpiewa Justin Timberlake, albo Pharrell Williams – od razu brzmi lepiej, prawda? Może nie byłaby to piosenka, która przeszłaby do historii popu, ale jako hit lata już miałaby szansę. Zdarty, lekko zachrypnięty głos Jamesa Newmana dobrze pasował w zeszłym roku do soulowej piosenki, ale w tym wszystko skręciło w stronę funku. A zdarty głos nie jest funky. Niedobrze też, gdy piosenka jest dobrą imprezową nutą, a wokalista albo stoi w miejscu, albo człapie po scenie. Mimo wszystko myślę, że chwytliwe motywy blachy i dobry, funkowy rytm uratują Wielką Brytanię przed ostatnim miejscem. Ale ledwo.

W trakcie, kiedy pisałem ten tekst zdążył się zmienić faworyt bukmacherów. Teraz na pierwszym miejscu są Włochy. To w sumie niesamowite, że choć w ostatnich latach wysyłają wciąż dobre piosenki, nie wygrali od 1990 roku. To też niesamowite, że choć każda piosenka jest inna, to za sprawą języka włoskiego wszystkie brzmią trochę jak canzony. Nawet jeśli jest to metal. Wokalista zespołu Måneskin kojarzy mi się trochę z włoskim Marylinem Mansonem, przy czym Manson robił rzeczy ciekawsze i muzycznie, i wokalnie. I był większym skandalistą (a przy tym – sądząc na podstawie świadectw kobiet, które skrzywdził – naprawdę złym człowiekiem). Tu mamy taką skandaliczność na miarę Eurowizji. Grunge’owy riff, glamrockowe stroje i plus za kobietę na gitarze – jest ostro, ale w miarę grzecznie. Ciekawie robi się, kiedy piosenka Zitti e Buoni wyłamuje się ze schematów, gdy wokalista wchodzi w parlando. Albo obsesyjnie powtarza kolejne wersy od słowa „parla”. W tym jest energia i naturalność, a to w Konkursie mimo wszystko sprzedaje się najlepiej. Czy aż na wygraną? Nie jestem pewien. I mam wrażenie, że po raz pierwszy od dawna pewni nie są też bukmacherzy.

No dobrze, to bukmacherzy już wytypowali, czas na moje typy.

26. Albania – najsłabszym występem w finale będzie prawdopodobnie Mołdawia, ale oni mogą liczyć przynajmniej na jakieś punkty z Rumunii. Anxhela ma do tego fatalną, drugą pozycję w finale.

25. Mołdawia – punkty z Rumunii dadzą wam przedostatnie miejsce. Trzeba było wziąć rożki!

24. Hiszpania – sorry, Hiszpanio, trzeba było pójść full latino.

23. Portugalia – pan z Black Mamba może i czysto śpiewa i ma spoko kapelusz, ale piosenka jest nudna.

22. Wielka Brytania – punkty tylko i wyłącznie za piosenkę.

21. Belgia – sam głos Geike nie wystarczy. Trzeba było przygotować staging.

20. Serbia – punkty od krajów byłej Jugosławii dadzą wam tylko miejsce zamykające drugą dwudziestkę. Choć oglądanie, jak dziewczyny z Hurricane idą na żywioł i są kompletnie niezgrane na scenie miało w sobie jakiś urok.

19. San Marino – adrenaliny starczy tylko na ostatnie naste miejsce.

18. Finlandia – gorsza rockowa piosenka, więc i miejsce w gorszej połowie tabeli.

17. Szwecja – Tusse jest sympatyczny, na Szwecję zawsze głosują kraje skandynawskie (a nawet bałtyckie), ale serio – za słabe śpiewanie i ruszanie się bym mu więcej nie dał.

16. Holandia – piękny, głos, niezła oprawa sceniczna, ale fani przyjęli tę piosenkę podejrzanie chłodno. Może Jeangu przekona ich jeszcze na żywo?

15. Azerbejżdżan – Mata Hari raczej nie skończyła dobrze. Piętnaste miejsce z taką patronką, to i tak sukces.

14. Grecja – Stefania może i dobrze śpiewa i fajnie się rusza, a do tego ma po swojej stronie publiczność (mieszka w Holandii), ale te wizualizacje mnie odstręczają. Najwyższe miejsce, ale po prawej stronie tabeli.

13. Niemcy – Jendrik jest tak sympatyczny i jest u niego tak kolorowo na scenie, że musiałem umieścić go po lewej stronie tablicy. Ale na ostatnim miejscu.

12. Bułgaria – Victoria dobrze śpiewa, ale piosenka dla mnie jest wciąż meh…, no i piżama to słaby strój na Eurowizję.

11. Izrael – Eden Alene jest wciąż jedną z moich ulubionych wykonawczyń, ale wokalnie nie było idealnie, a konkurencja jest duża.

10. Norwegia – najbardziej szalona oprawa sceniczna i najbardziej szalona historia z romansem z Efendi. Tix – zasłużyłeś na miejsce w pierwszej dziesiątce, życzę wam szczęścia i dużo dzieci.

9. Litwa – w zeszłym roku jedni z faworytów. W tym już nie, ale queerowy vibe spokojnie wystarczy na miejsce w pierwszej dziesiątce.

8. Cypr – w moim prywatnym zestawieniu dużo niżej, ale co poradzę na to, że wszyscy lubią latynoskie rytmy?

7. Ukraina – z lepszymi wizualizacjami mogłoby być jeszcze wyżej. Ale piosenka super.

6. Włochy – kiedy w 2017 roku typowałem Włochy do wygranej, zajęły szóste miejsce. Teraz może być na odwrót.

5. Islandia – chciałbym, żebyście wygrali, ale obawiam się, że konkurencja może być za duża.

4. Francja – ładna piosenka, ładnie śpiewana, ale dla mnie nic ponadto. Ze względu na hype miejsce tuż za podium.

3. Rosja – nie próbujcie rosyjskiej kobiecie powiedzieć, że nie da rady wygrać. Zresztą – może i nie da rady, ale sądzę, że Manizha przebije oczekiwania wszystkich.

2. Szwajcaria – kiedyś moi faworyci zawsze przegrywali, więc teraz wolę nie zapeszać i daję Szwajcarii drugie miejsce. Jeśli ma wygrać francuskojęzyczna piosenka, to niech to będzie ta.

1. Malta – a jeśli anglojęzyczna, to ta. Świetny głos, mądry przekaz, a wszystko w lekkim, funkowym stylu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *