Eurowizja 2017. Co wiemy po Krajowych Eliminacjach?

Kasia Moś. Zdjęcie: Jan Bogacz/TVP

Ha! Wiedziałem, że wygra ballada. Przeczuwałem też, że zwycięży Kasia Moś, choć miałem cichą nadzieję na lepszy rezultat. No dobrze, to wiedziałem już przed polską preselekcją. A co wiemy po krajowych eliminacjach?

1. Najpopularniejszy wzorzec: Margaret. W zeszłym roku gorąca klubowa piosenka „Cool me down” na tyle rozgrzała emocje eurofanów, że przez krótki czas Polska zajmowała pierwsze miejsce do zwycięstwa w Konkursie na listach bukmacherów. Koniec końców piosenka przepadła, gdy okazało się, że wokalistka nie potrafi śpiewać na żywo czy ruszać się po scenie. Mimo to stała się wyraźną inspiracją dla Lanberry oraz Anety Sablik, które zgłosiły do konkursu żwawe klubowe piosenki, a w studio TVP zaprezentowały je przy udziale wizualizacji i choreografii z tancerzami ustawionymi z początku gęsiego, wyraźnie nawiązując do ubiegłorocznego występu Margaret. Inna sprawa, że sama Margaret też czerpała z obiegowych Eurowizyjnych tropów, m.in. choreografii ze zwycięskiego azerskiego „Running Scared” z 2011 roku.

2. Największe zaskoczenie: Lanberry i Aneta Sablik. Obawiałem się, że obydwie piosenkarki powtórzą również poziom występu Margaret z 2016 roku, i znów okaże się, że klubowe hity, które dobrze sprawdzają się w sterylnych warunkach studyjnych, wiele tracą przy wykonaniu na żywo. Nic z tych rzeczy – obydwie panie nie tylko dobrze śpiewały (choć Lanberry powinna wymienić fałszujące chórki), to jeszcze potrafiły ruszać się na scenie i utrzymywały dobry kontakt z publicznością. Czemu zatem zostały tak nisko ocenione?

3. Największe smutasy: Polacy. Zgłaszałem już tezę, że żwawe klubowe piosenki nie mają szans w naszych eliminacjach, gdyż nasza polska, słowiańska, melancholijna dusza woli piosenki powolne, rzewne i smętne (chyba, że akurat piosenka jest o Słowianach…). Pewnie z tego względu wysokie oceny tak u jury, jak i publiczności dostały mdłe piosenki Isabell Otrebus (która wchodząc w wysoki rejestr pod koniec refrenu trzy razy zaśpiewała inny dźwięk, ale nigdy ten właściwy) oraz Rafała Brzozowskiego (który rozsyłał promienne uśmiechy śpiewając o dramacie uchodźców…). Może warto spróbować zmienić ten wizerunek? Sukcesy różnych programów tanecznych pokazują, że chyba lubimy tańczyć (chyba, że lubimy tylko podpierać ściany i patrzeć jak inni tańczą…). Dlaczego więc dla odmiany nie wysłać piosenki, która byłaby wesoła i do tańca? Rodacy! Pokażmy Europie swoje pogodne oblicze!

4. Największy WTF: rozmowy z przyjaciółmi wykonawców. Eurowizja to profesjonalny telewizyjny show na najwyższym poziomie. Wiele krajów w ramach narodowych eliminacji powiela ten model i prezentuje widzom starannie napisany i wyreżyserowany spektakl, w którym nie ma miejsca na przypadek, a każda minuta jest starannie zaplanowana i wyćwiczona. Tymczasem TVP poszła na żywioł, stawiając na improwizację i spontaniczność. Najbardziej było to widać w mini-wywiadach z przyjaciółmi artystów, którzy chcieli przekonać publiczność do głosowania na ich bliskich. Dane nam było usłyszeć cały szereg nieskładnych wypowiedzi, a nawet rymowanki i ogłoszenie nowego rządowego programu „Orzech+”. Błagam, jeśli nie zaczniemy produkować profesjonalnego show, to nie mamy co liczyć na wysoki poziom uczestników.

5. Największe „Meh…”: Artur Orzech. Tak, Artur Orzech jest telewizyjnym eurowizyjnym weteranem, przetrwał wszystkie dziejowe zawieruchy i od 1994 roku niemal nieprzerwanie komentuje dla TVP Eurowizję. Czy jednak naprawdę musi prowadzić Krajowe Eliminacje? W sobotę słyszeliśmy z jego ust głównie suche żarty („na Eurowizji na Kasię Moś będą mówić Kate Moss”), dziwne i niepotrzebne słowne przepychanki z przepytywanymi przyjaciółmi artystów, a także językowe lapsusy (mój ulubiony: artyści, którzy wypłynęli na Eurowizji i dopiero potem zrobili „tak zwaną światową karierę”). Pomyślmy, co by było, gdyby Polska wygrałaby Eurowizję i organizowała następny konkurs? Czy prowadziłby go Artur Orzech? Czy realizatorzy dalej popełnialiby wpadki i pokazywali tancerki kierujące wiatraki w stronę Anety Sablik, zamiast zaprezentować zapewne ustalone wcześniej ujęcie artystki z rozwianym włosem? Przecież groziłoby to zupełną wizerunkową porażką!

6. Najgorszy występ: Olaf Bressa. Jeśli w czymś zgodzę się z jurorami i telewidzami to z tym, że Olaf Bressa zaprezentował się najgorzej. Nawet specjalnie nie fałszował, ale jego występ był tak pozbawiony emocji, płaski, a i głos wokalisty w żaden sposób nie urzekał. Występ miała chyba ratować choreografia, ale żadna z o głowę wyższych od Olafa tancerek za bardzo nie widziała, co ma robić na tej scenie i zamiast wyćwiczonej profesjonalnej choreografii, zobaczyliśmy chaotyczne podrygiwanie. Nawet ojciec Olafa przed występem stwierdził, że czeka go teraz najtrudniejsze zadanie, bo musi przekonać Polskę, by głosowała na jego syna. Zadanie było faktycznie trudne, więc trudno mieć pretensje, że mu nie podołał…

7. Najlepszy wokal: Kasia Moś. W przewodniku po Krajowych Eliminacjach mocno hejtowałem piosenkę „Flashlight” i swojego zdania nie zmieniam. Trzeba jednak przyznać, że „córka słynnego polskiego dyrygenta” (okazuje się, że jest jakaś nić łącząca Eurowizję z muzyką współczesną), Kasia Moś, w polskich eliminacjach zaśpiewała najlepiej. W jej głosie były emocje, było napięcie, był dramat. Można trochę marudzić na angielszczyznę á la „kluski w ustach”, można się czepiać, że wokalistka za bardzo zdziera głos, ale ogólnie nie było źle. Teraz przyjdzie jej zmierzyć się w Kijowie z innymi balladami, których jak na razie pojawiło się bardzo dużo. Znajduje się w tym gronie gruzińska piosenka w tym samym bondowskim stylu, „Keep the faith”, z którą „Flashlight” będzie rywalizować w półfinale. Jak Kasia Moś wypadnie w Kijowie? Kluczowe mogą okazać się półfinałowe zmagania, bowiem w tym roku losowanie nam nie sprzyjało i w naszym półfinale nie znalazło się wiele krajów, które tradycyjnie oddają na nas głos. Czarno-białe wizualizacje z ptakami przypominały mi zeszłoroczną piosenkę Grety Salóme, która niestety przepadła w półfinale, pomimo dobrego przyjęcia ze strony eurofanów. Jeśli jednak „Flashlight” wejdzie do finału to przy obecnej formule głosowania powinna zająć miejsce po lewej stronie tablicy z wynikami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *