Stefan Szczepański: Letnia przygoda? Nie tak szybko… Piesza pielgrzymka na Jasną Górę jako doświadczenie akustyczne

„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Niby-tygodnikowy Krzysztof próbuje stać się jak dziecko. Zdjęcie: Agata Combik/Gość Niedzielny

Pod koniec lipca, gdy w Polsce na dobre rozpoczął się sezon pielgrzymkowy, znajomy podesłał mi link do piosenki „Letnia przygoda” zespołu „Ich Troje”. Trochę się zdziwiłem, bo sądziłem, że zespół, który na przełomie wieków wyznaczał w Polsce standardy złego smaku, już dawno zaprzestał działalności, a Michał Wiśniewski skupił się na opiewaniu wyrobów z porcelany. A jednak… akcja „Letniej przygody” rozgrywa się na pielgrzymce: „śpiewa tłum, wznieca kurz/ Częstochowa tak blisko już”. W teledysku wesoło podrygują archetypiczne postaci pielgrzymów: z plecakami, flagami polski, w odblaskowych kamizelkach i nieodłącznym towarzystwie kleru. Wszystko obraca się oczywiście wokół pielgrzymkowego stereotypu, który osiąga kulminację w wieńczących piosenkę słowach: „chwalmy Pana i 500+”. Stereotyp ten trafnie został niegdyś wyrażony w dowcipie: Co to jest? Długie, śpiewa i śmierdzi? (ew. Długie, śpiewa i defekuje po zaroślach – z tym, że ani „defekuje”, ani „po zaroślach”). Ważnym aspektem tego wizerunku jest warstwa brzmieniowa pielgrzymki, wyrażona w słowie „śpiewa”. Jak jednak naprawdę brzmi piesza pielgrzymka na Jasną Górę? Jako muzykolog, ale również wieloletni pielgrzym postanowiłem opisać ten fenomen akustyczny.

Wszystko zaczyna się w ciszy. Jej zakłócenie wyrywa pielgrzymów z (zawsze zbyt krótkiego) snu, wzywając do rozpoczęcia kolejnego dnia wędrówki. Można się spotkać z kilkoma strategiami na zakłócenie tej świętej ciszy. Styl delikatny polega na odtworzeniu przez pielgrzymkowe nagłośnienie (popularne „tuby”) utworu, który subtelnie wsączy się do uszu pątników i nie wywoła u nich szoku akustycznego. Popularnym wyborem bywa „Poranek” Griega. Wiele lat spędziłem też w grupie, którą ze snu wybudzał „Czarny blues o czwartej nad ranem” Starego Dobrego Małżeństwa, wybór trafny ze względu na godzinę pielgrzymkowych pobudek. Na przeciwległym biegunie stoi styl brutalny, polegający na gwałtownym wyrwaniu pielgrzymów ze snu. W jego litościwszej wersji środkiem służy temu głośna i energiczna muzyka. Gorzej, gdy wykorzystane są dźwięki o wyjątkowo przykrej dla ucha charakterystyce poprzez nagromadzenie wysokich częstotliwości: syreny alarmowe, specjalnie wywoływane sprzężenia sprzętu nagłośnieniowego czy tłuczenie w blaszany garnek. Formę pośrednią pielgrzymkowych pobudek stanowi styl żartobliwy, gdy w głośników rozlega się energiczna piosenka, jednak powszechnie uznawana za zabawną. Mistrzem tego stylu był w pewnym momencie Król Julian z popularnej bajki „Madagaskar” i jego przebój „Wyginam śmiało ciało”. Mimo upływu lat powodzenia nie tracą też Fasolki. Za styl majestatyczny należy uznać pobudkę, o której niegdyś czytałem: pielgrzymkową grupę budził rano dźwięk dzwonu. Na jego pierwsze uderzenie należało obudzić się i uczynić znak krzyża; na drugi – rozpiąć śpiwór; na trzeci – wyjść z namiotu…

Obecnie splątane melodie pielgrzymkowych pobudek sąsiadujących ze sobą grup są dodatkowo kontrapunktowane przez budziki indywidualnie ustawiane przez pielgrzymów, a odzywki kolejnych „drzemek” z sąsiednich namiotów wyznaczają nieubłagany upływ czasu. Opornych we wstawaniu dodatkowo motywują okrzyki porządkowych dbających o to, by grupa wyszła na trasę o wyznaczonej godzinie. Potem rozlega się tradycyjna litania porannych odgłosów pielgrzymki: dźwięk rozpinanego zamku od śpiwora, syk powietrza uchodzącego z materaca, szeleszczenie foliowych worków towarzyszące pakowaniu, dźwięki porannej toalety i ciężkie brzmienie kolejnych składanych na wspólną stertę bagaży.

Wreszcie pielgrzymi wyruszają na szlak, a środowisko dźwiękowe zostaje zdominowane przez dźwięk ludzkiego głosu – we wspólnym śpiewie, modlitwie (częstokroć również śpiewanej) czy głoszonych po trasie konferencjach. Każdego dnia pielgrzymów czeka także etap ciszy, który pozwala się wsłuchać we własne myśli, lecz także odgłosy pielgrzymowania, które zazwyczaj przykrywane są przez wszechobecne nagłośnienie. Słychać wtedy przede wszystkim ostinato ludzkich kroków brzmiące różnie w zależności od nawierzchni. Gdy grupa osiągnie wspólne tempo daje się usłyszeć w miarę regularny rytm marszu czasem tylko zniekształcany przez kulejących i nierówno stawiających obolałe nogi, a czasem zakłócany przez podbiegających i goniących swoją grupę. Nakłada się na to – szczególnie w gorące dni – ciężki rytm ludzkiego oddechu, trzaskanie plastikowych butelek z wodą mineralną, stukanie zakrętek, odgłosy przełykania. Ponad głowami na otwartym terenie słychać łopotanie pielgrzymkowych flag.

Etap ciszy pozwala również lepiej usłyszeć to, co dzieje się wokół pielgrzymki – środowisko dźwiękowe przez które przechodzą i które zakłócają pątnicy. Znacznie częściej są to odgłosy cywilizacji niż natury: duża kolumna pieszych skutecznie płoszy dziką zwierzynę. Wśród tych dźwięków dominują odgłosy maszyn rolniczych: szum kombajnów i warkot ciągników. Na czas lipca i sierpnia przypada największe natężenie prac w polu. Na dźwiękowej mapie pielgrzymki pojawiają się również inne pojazdy: zarówno te, mijające ją od czoła, jak również te, które mozolnie wyprzedzają grupę po grupie. Znacznie łatwiej zauważyć obecność tych drugich. Ciężki pomruk ciężarówki czy sapanie autobusu przyczajonego za grupą i czekającego aż zwolni się przeciwległy pas jest w stanie zdominować nawet pielgrzymkowe nagłośnienie. Ryk silnika, gdy jeden z tych ciężkich pojazdów zbiera się do wyprzedzania, skutecznie zagłusza wszystko wokół. Samochody osobowe nie zaznaczają aż tak mocno swojej akustycznej obecności, choć zirytowani kierowcy potrafią ostentacyjnie wymijać grupy z gwałtownym przyspieszeniem i również gwałtownym hamowaniem. Słychać wówczas dźwięk silnika o znacznie wyższej częstotliwości (ze względu na wyższe obroty) oraz pisk hamulców. Zniecierpliwieni kierowcy potrafią też wyrazić swoją dezaprobatę dźwiękiem klaksonu. Sygnał dźwiękowy bywa jednak używany również w odmiennym kontekście – przez nadjeżdżających z naprzeciwka kierowców jako pozdrowienie dla pielgrzymów.

Wreszcie jednak pielgrzymka wychodzi ze strefy ciszy i ponownie zostaje włączone nagłośnienie. Kolejne „tuby” zaznaczają zazwyczaj początek i koniec grupy ze „studiem” umieszczonym w środku, do którego podłączone są mikrofony osób prowadzących śpiew czy modlitwę. Przy większych grupach potrzebne są nieraz dodatkowe tuby, przy mniejszych – czasem wystarczy jedna. Nie jest to sprzęt wysokiej jakości i przenosi dość wąskie pasmo częstotliwości, przyczyniając się do charakterystycznego spłaszczenia głosu. Pielgrzymkowe tuby najczęściej lata świetności mają już dawno za sobą i są sprzętem zawodnym. Często tracą łączność i wówczas słychać przerywanie na przemian włączającej i wyłączającej się tuby. Nieraz jedna z tub potrafi się zepsuć na trasie, a wówczas cała grupa nagłośniona jest zaledwie jednym źródłem. Można wówczas obserwować proces stopniowego rozmywania się dźwięku, który przy końcu kolumny pozostaje w ogóle niesłyszalny, a przy jej początku towarzyszy mu charakterystyczne, lekko przesterowane brzmienie maksymalnego poziomu głośności. Do typowych odgłosów pielgrzymki należy również sprzęganie, gdy któraś z tub znajdzie się zbyt blisko mikrofonów, co skutkuje głośnym, wysokim i nieprzyjemnym dźwiękiem. Czasem zdarza się też, że w mikrofonie bezprzewodowym wyczerpią się baterie, co skutkuje albo przerywaniem sygnału, albo jego stopniowym słabnięciem.

Ponieważ kolejne grupy pielgrzymkowe idą dość blisko siebie, typowym dla pielgrzymki zjawiskiem akustycznym jest nakładanie się dźwięków z nagłośnienia różnych grup. Można to zaobserwować najlepiej, gdy grupy podejmują niejednorodne pielgrzymkowe aktywności np. jedna słucha konferencji lub prowadzi modlitwę, a w tym czasie sąsiednie grupy śpiewają często skutecznie przykrywając ciszej zachowującą się grupę. Najwyraźniej zjawisko to można zaobserwować w lesie, gdzie dźwięki odbijając się od drzew potrafią się nieść daleko przed i za grupą. Słychać to szczególnie wyraźnie podczas wchodzenia i wychodzenia ze strefy ciszy, gdy długo po wyłączeniu nagłośnienia grupy słychać jeszcze odgłosy kolejnych grup. Podobnie przy wychodzeniu, dźwięki z grup znajdujących się daleko z przodu sygnalizują koniec ciszy na długo przed tym, nim faktycznie nastąpi.

W drodze znajduje się czas na ciszę, modlitwę, rozważania, a nawet zwykłe rozmowy. Jednak najczęściej – tak jak we wspomnianym na początku dowcipie – pielgrzymka po prostu śpiewa. Przenośne urządzenia do odtwarzania dźwięku (początkowo odtwarzacze mp3, dziś –telefony) wprawdzie umożliwiają odtwarzanie zarówno rozważań (np. kazań Jana Pawła II), czytań (audiobooki z Pismem Świętym), a nawet nabożnych pieśni, jednak w większości przypadków muzyka na pielgrzymce wykonywana jest na żywo. Typowe pielgrzymkowe „studio” składa się z dwóch-trzech mikrofonów przy czym często do jednego mikrofonu śpiewają dwie, a nawet więcej osób. Głosy często są zmęczone, słychać wtedy śpiew z charakterystycznym krótkim oddechem i przydechami towarzyszącymi sapaniu. Śpiew nie zawsze prowadzony jest przez profesjonalistów. Rzadkością są grupy, w których śpiewa się w wielogłosie, choć i takie się zdarzają. Znacznie częściej słychać monodię, do której czasami dodawany jest drugi, improwizowany głos, oplatający wiodącą melodię w wyższym rejestrze. Powszechną praktyką jest też dodawanie krótkich wstawek najczęściej powtarzających ostatnie słowo w danym wersie pieśni. Często do śpiewu zapraszane są również dzieci dobarwiając brzmienie swoimi charakterystycznymi głosami sprzed mutacji, o otwartej, jasnej emisji. Po prawdzie jednak również u dorosłych śpiewających trudno spotkać dobrą emisję głosu. Przeważa głos piersiowy, często z usztywnionym gardłem, kojarzący się nieco z krzykiem. Obowiązkowo akompaniament pielgrzymkowego śpiewu realizowany jest na gitarze nagłośnionej za zwyczaj mikrofonem kontaktowym, choć zdarza się też, że jeden z pielgrzymów ofiarnie całą drogę trzyma mikrofon pojemnościowy przy gitarze. Dominuje gra akordowa na gitarze, choć zdarzają się też gitarzyści akompaniujący melodycznie. Pielgrzymkowe instrumentarium uzupełniają najczęściej skrzypce, choć trafiłem też na pielgrzymkowych altowiolistów i flecistów. Podobne instrumenty melodyczne najczęściej już bez nagłośnienia improwizują ponad linią wokalną. Pojawiają się też instrumenty perkusyjne: bębny i różnego rodzaju przeszkadzajki. Jeszcze parę lat temu bardzo popularne były bongosy, jednak odnoszę wrażenie, że obecnie można je usłyszeć już znacznie rzadziej. Za to wciąż, nawet gdy brakuje instrumentów perkusyjnych, można wybijać rytm wspólnym klaskaniem.

Repertuar pielgrzymkowy w większej mierze stanowi mieszankę repertuaru tradycyjnego, zwłaszcza pieśni maryjnych, oraz oazowego. Podobnie jak do śpiewu często zapraszane są dzieci, tak i w repertuarze pojawiają się piosenki dziecięce np. z repertuaru zespołu Arka Noego, jak nieśmiertelne przeboje „Święty uśmiechnięty (taki duży, taki mały)” czy „Tato”. Do tej kategorii można też zaliczyć piosenkę „Jestem rybakiem Pana” z niezbyt głębokim teologicznie refrenem „cziru riru riru”. Podobna infantylizacja wydaje się jednak być jak najbardziej na miejscu. Ostatecznie Jezus stwierdza, że „jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Trzeba też zaznaczyć, że na pielgrzymce można usłyszeć prawdziwie wątpliwy repertuar, gdyż absurdalny i zwyczajnie głupawy tekst przy skocznej, wesołej melodii często pozwala łatwiej znieść trudy ciężkiego marszu. Zdarzało mi się więc słyszeć grupy wchodzące na odpoczynek z pieśnią, w której wyrażają radość, że „już jest postój”, albo zgoła nie mającej żadnego sensu: „chrum, chrum, chrum” (cytaty mogą nie być dosłowne). Słyszałem też wykonywany w drodze repertuar kolędowy, bo przecież wszyscy kochamy polskie kolędy…

Osobny rozdział stanowią pielgrzymkowe wersje popularnych przebojów. Pielgrzymkowi twórcy od lat dzielnie udowadniają, że żadna melodia nie jest im straszna i idą w ślady kompozytorów tworzących msze do świeckich canti firmus, jak słynny „L’homme armé”, osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych zakonników podpisujących nabożne teksty pod muzykę operowych arii, a nawet Charlesa Gounoda, który z preludium C-dur z I tomu Das Wohltemperierte Klavier Bacha uczynił popularne „Ave Maria”. Zazwyczaj nowe teksty podpisuje się pod evergreeny bądź pod przeboje danego lata. Do pierwszej kategorii można zaliczyć piosenkę „Kocham, więc nie muszę się bać”, której refren wykorzystuje motyw z piosenki Beatlesów „Hey, Jude”: po charakterystycznym „na-na-na” zamiast „Hey, Jude” słyszymy jednak „Jezus”. Z drugiej kategorii pamiętam m.in. piosenkę „Ko-ko-ko pielgrzymka spoko”, śpiewaną pamiętnego lata 2012 roku. Na rzecz tej wersji przemawia chyba jedynie to, że niesione jej dopingiem pielgrzymki przynajmniej docierały do finału, czego nie można było wówczas powiedzieć o Drużynie Narodowej… Negatywną karierę w Internecie swojego czasu zrobiła piosenka „Maryja tu, Maryja tam” będąca przeróbką przeboju „Dragostea din tei” mołdawskiego zespołu O-Zone. Piosenka została nawet wykorzystana (w niezbyt pochlebnym kontekście) podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej (celebrity alert: śpiewa Tomasz Kot). Poszukiwania w Internecie pozwoliły mi również odkryć zjawisko, którego nie znam z własnego doświadczenia: hymnów pielgrzymkowych – piosenek pisanych na użytek tylko danej grupy, opisujących jej charakter i pielgrzymkowe życie. W ten sposób znalazłem pieśń „Srebrna trzynastka” grupy trzynastej „srebrnej” z pielgrzymki opolskiej na melodię „With or without you” zespołu U2, a także hymn grupy ósmej „pomarańczowej” z pielgrzymki świdnickiej na melodię „Waka waka” Shakiry.

Przebojem tego lata okazała się latynoska piosenka „Despacito” (powoli), która stała się najczęściej oglądanym filmem na youtubie z ponad trzema miliardami wyświetleń. Na pielgrzymkową przeróbkę nie trzeba było długo czekać. Wersja „Nie tak szybko” została opracowana przez grupę 21 pielgrzymki wrocławskiej i szybko stała się bezprecedensowym jak na warunki pielgrzymkowe hitem z prawie 2 milionami wyświetleń na youtubie, do czego wydatnie przyczyniło się zainteresowanie lokalnych i ogólnopolskich mediów. Piszę „jak na warunki pielgrzymkowe”, ponieważ piosence wciąż wiele brakuje do popularności innych rodzimych wersji „Despacito”: przede wszystkim „Wieśka Tico” z 18 milionami odsłon czy z podejmującym również tematykę motoryzacyjną i dzielącym z pielgrzymkowym przebojem tytuł „Nie tak szybko” z kanału „Na pełnej” z 6 milionami wyświetleń. Niestety, większą popularnością cieszą się także chamskie i seksistowskie piosenki w gatunku „Despacipo” (10 milionów odsłon) czy lansowana przez stację RMF Maxxx wersja „Głupia pipo” (6 milionów). Wniosków nasuwa się wiele, a żaden z nich nie jest zbyt optymistyczny. Pozostaje się jedynie cieszyć, że „Pielgrzymkowe Despacito” o parę długości prześcignęło „Letnią przygodę” (zaledwie około 250 tysięcy wyświetleń). Co ciekawe, grupie 21 popularnego przeboju pozazdrościły chyba inne grupy, bo już na Jasnej Górze słyszałem grupę franciszkańską, śpiewającą na melodię „Despacito” słowa „Fran-cisz-kanie”. Coś czuję, że to jednak nie będzie hit…

Słuchając nagrania tegorocznego pielgrzymkowego hitu można usłyszeć wiele z charakterystycznych opisanych wyżej elementów pielgrzymkowej brzmieniowości. Głos śpiewającej siostry Janiny oraz rapującego ks. Jakuba zdradza oznaki zmęczenia, słychać mocne przydechy – grupa dopiero wchodzi na odpoczynek, ma za sobą właśnie przebytych kilka kilometrów marszu. Słychać nienajlepszą koordynację śpiewających, pomimo stale towarzyszącego im gitarowego, akordowego akompaniamentu. W 2:20 słychać dźwięk dobiegający z megafonów pielgrzymkowego zaopatrzenia (nie, nie jest to sygnał obwoźnego sprzedawcy lodów i mrożonek FamilyFrost). W 3:33 słychać charakterystyczny dźwięk sprzęgających tub. Ostatni fragment nagrania pozwala dobrze zobaczyć, że śpiew prowadzony jest za pomocą dwóch mikrofonów przewodowych, jednego bezprzewodowego i podłączonej do centralki gitary. Warto też zwrócić uwagę, że grupa kończy śpiewać piosenkę, mimo że weszła już na postój – nawet po ciężkim marszu, śpiew był ważniejszy od odpoczynku.

Wreszcie jednak nawet po najdłuższym dniu marszu trzeba odpocząć. Nagłośnienie pielgrzymkowe zostaje wyłączone i złożone bezpiecznie w jednym z namiotów. Czasami zostaje wyciągnięte jeszcze raz wieczorem, aby nagłośnić odbywany w grupach apel jasnogórski, tradycyjnie kończący pielgrzymkowy dzień. Wspólne odśpiewanie apelu często poprzedzają gry i zabawy integracyjne najczęściej wywodzące się ze środowisk harcerskich. Wielokrotnie znów daje o sobie znać sąsiedztwo innych grup rozlokowanych na tym samym polu i odgłosy różnych apeli mieszają się. Kiedy więc jedna z grup już nabożnie śpiewa apel jasnogórski, inne mogą wciąż bawić się w najlepsze, a słowa maryjnej pieśni mieszają się ze śpiewem „biegnie, biegnie mały osioł” czy „łana-ołana!”. Wreszcie milknie nawet ostatni apel i znów słychać poranną litanię szeleszczenia plastikowych worków i dźwięku zapinanego śpiwora, choć w odwrotnej kolejności. Kolejne odgłosy stopniowo milką i całe pole zapada w ciszę, którą przerywa jedynie dochodzące z licznych namiotów chrapanie (w tym roku natknąłem się na pielgrzymkowych braci, którzy z zacięciem godnym badaczy pejzażu dźwiękowego nagrywali co bardziej dorodne odgłosy chrapania…). Parę godzin później tę ciszę znów zakłóci pobudka…

PS. Powyższy felieton jest opisem akustycznego aspektu pieszej pielgrzymki na Jasną Górę z perspektywy muzykologa i krytyka muzycznego, co z pewnością nie jest ani najważniejszym aspektem, ani najważniejszą perspektywą. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej informacji na temat innych wymiarów pielgrzymowania zachęcam do odwiedzenia pielgrzymkowych stron, szczególnie pielgrzymka.pl. Na wszelkie pytanie chętnie odpowiem też w prywatnych wiadomościach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *