Komentarz w sprawie incydentu podczas koncertu ElettroVoce na festiwalu Poznańska Wiosna Muzyczna

Gorąco dyskutowany komentarz na facebooku opublikowałem zaraz po opuszczeniu Auli Nova po zakończeniu feralnego koncertu. Byłem zbulwersowany zachowaniem rektor poznańskiej Akademii Muzycznej, Haliny Lorkowskiej i wiedziałem, że tej sprawy nie można zamieść pod dywan i udać, że nic złego się nie stało. Owszem, stało się. Z drugiej strony palił mnie wstyd, bowiem podczas wygłoszonej przez p. rektor tyrady siedziałem osłupiały i nie byłem w stanie w żaden sposób zareagować. Przecież wystarczyłoby nagrać niefortunne wystąpienie i hit Internetu byłby gotowy. Przecież wystarczyło zabuczeć, a zaraz cała sala zgodnie by się przyłączyła (solidarność publiczności dało się poczuć podczas gorących oklasków dla zespołu oraz autora niewykonanego utworu, Ryszarda Osady). Nie zrobiłem jednak nic i dlatego po wyjściu z sali postanowiłem zrobić coś i w krótkiej przerwie przed kolejnym koncertem (znakomita Barbara Borowicz w Harlekinie Stockhausena!) skreśliłem na szybko kilka słów. Jeśli kogoś uraziły zawarte w nim złośliwości, przepraszam.

Teraz, gdy emocje już trochę opadły, warto przeanalizować całą sytuację na spokojnie. Podczas koncertu zespołu ElettroVoce w ramach 46. Międzynarodowego Festiwalu „Poznańska Wiosna Muzyczna” rektor Halina Lorkowska bezceremonialnie przerwała komentarz prowadzącej i organizującej koncert prof. Lidii Zielińskiej krzycząc, że preparacji koncertowego Steinwaya dokonano bez jej wiedzy, i że nie wyraża zgody na wykonanie kolejnego utworu z preparacją (nieszczęsny Creation Ryszarda Osady, który podczas koncertu miał mieć swoje prawykonanie). W związku z tym muzycy zmuszeni byli skrócić swój koncert.

Nie wiem, czy faktycznie prof. Zielińska nie dopełniła niezbędnych formalności. Czy rzeczywiście na Akademii Muzycznej w Poznaniu istnieją specjalne procedury dotyczące zgłaszania preparacji koncertowego Steinwaya? Jeśli tak, z chęcią obejrzałbym stosowny dokument. Jeśli nie – zgłoszenie programu, w którym figuruje utwór na fortepian preparowany, powinno być wystarczającą informacją. Bo może następnym razem rektor Lorkowska przerwie koncert, na którym utwory grane są fortissimo, bo też wpływa to negatywnie na instrument? Fatalny był też sposób, w którym rektor Lorkowska przerwała koncert. Znajomej spoza środowiska muzycznego, którą zaprosiłem na koncert, licząc że będzie to miłe i przyjemne doświadczenie, styl rektor Lorkowskiej skojarzył się z woźną, która nakrzyczała na dzieci rozrabiające w szkolnej auli. Było to wyjątkowo trafne porównanie.

Muzycy z ElettroVoce nie są jednak dziećmi, nie są też studentami, ani anonimowymi artystami z małego ośrodka. Kompozytorka i wokalistka Agata Zubel jest laureatką tak mainstreamowej nagrody jak „Paszport Polityki”, zdobywczynią I nagrody na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO w 2014 r. za utwór Not I. Jej utwory są zamawiane przez czołowe zespoły muzyki współczesnej, a artystka występuje w najważniejszych salach koncertowych świata z Walt Disney Concert Hall w Los Angeles (siedzibie LA Philharmonic) na czele. Partnerujący jej Cezary Duchnowski jest czołową postacią kompozycji elektronicznej w Polsce, a jego utwór Monada 3 zdobył I miejsce na Międzynarodowej Trybunie Muzyki Elektroakustycznej w 2004 r. Przerywając występ zespołu, rektor Lorkowska nie okazała tym wybitnym artystom żadnego szacunku.

Co więcej, obydwoje muzyków, jak również prof. Zielińska legitymują się stopniem doktora habilitowanego, który sama rektor Lorkowska uzyskała niedawno (co słusznie wytknięto mi w komentarzu, przepraszam, że napisałem inaczej). Nie, żebym przywiązywał szczególną wagę do stopni naukowych, ale wydaje mi się, że akademicki rytuał jest akurat dla rektor Lorkowskiej ważny. Tymczasem, obrażając swoim wystąpieniem wspomnianych artystów (jeśli nie słowa, to sam charakter wypowiedzi był już obraźliwy), rektor Lorkowska obraża pracowników naukowych innej polskiej wyższej uczelni muzycznej. A co, gdyby np. we Wrocławiu przerwano występ Poznańskiego Tria Fortepianowego grającego „Wyspy Szczęśliwe” Barbary Kaszuby, w których – o zgrozo! – na struny kładzie się cegłę?

Czy naprawdę nie można było tego załatwić inaczej – dyskretnie podejść do prof. Zielińskiej, poinformować o swojej decyzji i ogłosić, że prawykonanie nie odbędzie się „z przyczyn technicznych”? Czy naprawdę trzeba było robić scenę na pełną salę? Na salę, na której siedzą krytycy piszący do ogólnopolskich pism i portali muzycznych i społeczno-kulturalnych, jak „Odra”, „Glissando”, „Meakultura” czy „Ruch muzyczny”? Na której siedzi gorąco dyskutowany w kręgach muzyki nowej niemiecki filozof muzyki, Harry Lehmann, który akurat tego dnia miał w ramach festiwalu swój wykład? W jakim świetle stawia to poznańską uczelnię? Do obowiązków rektora należy reprezentowanie uczelni na zewnątrz. Niestety, rektor Lorkowska wystawiła reprezentowanej przez siebie instytucji nie najlepszą wizytówkę.

Bezceremonialne wystąpienie rektor Lorkowskiej było brakiem szacunku również dla publiczności, dla festiwalu o długoletniej tradycji, a także dla lojalnych pracowników uczelni: prof. Lidii Zielińskiej, która od lat prowadzi uczelniane studio muzyki elektronicznej, w ramach którego działalności zorganizowała już trzydzieści koncertów z cyklu „Muzyka z prądem”. Ponadto prof. Zielińska zainicjowała powstanie nowego kierunku „kompozycja elektroakustyczna”, którzy otworzył Akademię na nowych studentów (inna sprawa, że wobec braku zgody władz uczelni na wprowadzenie nowych przedmiotów, program studiów pozostaje pewnym kuriozum). Zachowanie rektor Lorkowskiej było również brakiem szacunku dla dyrektora festiwalu, Artura Kroschela, kierownika katedry kompozycji na poznańskiej uczelni, który prowadząc festiwal stara się być lojalny wobec poznańskiego środowiska muzycznego zapraszając poznańskich muzyków (Poznańskie Trio Fortepianowe, Lech Bałaban i Krzysztof Sowiński) oraz prawykonując utwory poznańskich kompozytorów (w tym roku m.in. Zbigniew Kozub, Monika Kędziora, Janusz Stalmierski czy Rafał Zapała), czasem może nawet ze szkodą dla spójnej koncepcji programowej festiwalu. Czy naprawdę dobrym i lojalnym pracownikom własnej uczelni należy odpłacać się publicznym upokorzeniem (bo jak inaczej nazwać obcesowe przerwanie zapowiedzi prof. Zielińskiej)?

Przejdźmy wreszcie do sprawy kluczowej: czy rzeczywiście preparacja uszkadza fortepian. Na pewno nie w stopniu, w jakim chciała to przedstawić rektor Lorkowska. Gdyby preparacja faktycznie znacząco uszkadzała instrument, w zespołach muzyki nowej grano by na jakichś specjalnych, jednorazowych fortepianach. Tymczasem gra się na zupełnie zwyczajnych, proszę mi wierzyć. W dużych instytucjach, w których muzykę nową wykonuje się znacznie częściej, raczej nikt nie wymienia co rusz fortepianów zdewastowanych przez eksperymentujących muzyków (chyba, że ktoś wie, że jest inaczej). Fortepiany preparuje się już od ponad stu lat i gdyby była to faktycznie szkodliwa praktyka, już dawno by ją zarzucono, gdy tylko przeminąłby efekt nowości. Tymczasem efekt jest, ale artystyczny i brzmieniowy. Niestety, mentalność rektor Lorkowskiej jest mentalnością dyrektora filharmonii, który nie dopuszcza przed swój drogi koncertowy fortepian studentów i mniej znanych wykonawców, każąc im grać na pośledniejszym instrumencie, bo przecież powszechnie wiadomo, że drogie fortepiany nie służą do grania, lecz do podziwiania.

Nie byłem w życiu na zbyt wielu zagranicznych uczelniach muzycznych, jednak zdarzyło mi się odwiedzić berliński UdK oraz Kunstuniversität w Grazu. Widziałem tam fortepiany (tak, w liczbie mnogiej), na których markerem pozaznaczano na strunach, gdzie wypadają kolejne alikwoty, w celu ułatwienia przyszłej preparacji i/lub gry na strunach. Kiedy w Polsce doczekamy się takiej otwartości na rozszerzone techniki gry na fortepianie? Kiedy w Polsce doczekamy się, że na uczelni muzycznej będzie więcej niż jeden dobry fortepian? Bo, niestety, wystąpienie rektor Lorkowskiej obnażyło podwójną nędzę poznańskiej akademii: intelektualną i materialną, którą obecnie uosabia rektor Halina Lorkowska.

7 comments on “Komentarz w sprawie incydentu podczas koncertu ElettroVoce na festiwalu Poznańska Wiosna Muzyczna
  1. Wstyd. Żenująca kompromitacja. Żeby Pani Rektor tak się zachowała. Jakie czasy takie i Rektory… i Rektor Halina Woźna Lorkowska

    • Szanowny Romam,
      takie czasy, że instrument za ponad pół miliona złotych może sobie kupić krezus zarabiający miliony. Akademia Muzyczna na garnuszku finansów państwa ma znacznie mniej z dotacji budżetowej a zdecydowanie więcej wydatków. Muzyka jest jedna i instrument jeden. Ktoś traktujący taki instrument jak przedmiot bez wartości to dopiero żenada. Proszę nie obrażać ludzi broniących instrumentu, który dla innych jest świętością.
      Jakie czasy takie komentarze…

  2. Drogi autorze… sposób nie dokońca trafny. Zgadzam się że przerwanie koncertu w takim momencie i w taki sposób jest karygodne i nie powinno mieć miejsca. W 100% popieram! Natomiast ostatnie 2 akapity są co najmniej wyrazem braku znajomości budowy instrumentu. Polecam zwrócić się do firm które się tym zajmują ew. do szkoły Technikum Budowy Fortepianów, lub też do któregokolwiek ze stroicieli. Oczywiście nie każda preparacja uszkadza fortepian tak samo, są rzeczy które można „założyć” i „zdjąć” bez konieczności naprawy lub regulacji i strojenia. Są również takie które tego wymagają. Na lakoniczne pytanie kiedy doczekamy się lepszych instrumentów jest tylko jedna odpowiedź. Wtedy kiedy znajdą się odpowiednie fundusze na zakup, utrzymanie i renowację.
    Z niskimi ukłonami

    • Przyznam się, że nie znam się bardzo dobrze na skutkach preparacji fortepianu. Zdarzyło mi się jednak grać przez kilka na tym instrumencie w zespole muzyki współczesnej. Wykonywałem wówczas m.in. bardzo inwazyjny utwór Witolda Szalonka „Connections”, w którym należy: rzucać metalowym prętem (20 cm długości, 1,8 cm średnicy) na struny, pocierać struny tymże prętem, rzucać na struny i turlać po nich stalową kulkę (2 cm średnicy) oraz piłeczkę kauczukową. Wykonywałem ten utwór wielokrotnie i nagrywałem go na płytę. Przy żadnym z wykonań nie doszło do trwałego uszkodzenia instrumentu, a na ile ingerencje przyspieszyły zużycie strun – nie wiem. W porównaniu z opisywanym utworem, preparacja podczas koncertu ElettroVoce była bardzo delikatna.

      Stroiciel na Akademiach muzycznych (z tego, co mi wiadomo) jest zatrudniony na stałe, więc konieczność strojenia nie jest problemem, zresztą – fortepian stroi się przed każdym koncertem. Jeśli chodzi o wpływ preparacji na fortepian i sposoby preparacji, które miały być użyte podczas koncertu ElettroVoce, polecam bardzo rzeczowy wpis p. Tomasza Sośniaka w dyskusji na facebooku niby-tygodnika.

  3. Większość dyskusji toczy się pod oryginalnym wpisem na facebooku, gdyby ktoś ją jednak przeoczył, to pod spodem zamieszczam kolejny komentarz, który napisałem w tej sprawie podsumowując głosy w dyskusji oraz odpowiadając na zarzuty:

    Muzycy użyli takiego fortepianu jaki dostali, nie zastanawiając się, czy jest najlepszy czy najgorszy. Organizatorzy festiwalu przedstawili rider techniczny, znany był program koncertu, ktoś ten rider zatwierdził, a panowie techniczni ustawili taki fortepian, jaki im polecono ustawić. Nie wiem, na jakim etapie zapadła decyzja, że będzie to ów drogi fortepian Steinwaya. Bo przecież chyba nikt nie sądzi, że Cezary Duchnowski, Agata Zubel i Lidia Zielińska patrząc na stojący na scenie drugi fortepian (marki Bösendorfer) stwierdzili: „nie, nie grajmy na tym szmelcu, weźmy ten lepszy” i sami sobie ustawili Steinwaya. W incydencie nie było żadnej winy muzyków, a to oni ponieśli największe konsekwencje wybuchowego wystąpienia rektor Lorkowskiej. Chyba nikomu nie byłoby miło, gdyby obcesowo przerwano mu jego występ, niezależnie z jak szczytnych powodów.

    Owszem, idealna byłaby sytuacja, gdyby na uczelni, w Auli Nova był fortepian przeznaczony tylko do wykonywania na nim muzyki współczesnej (skoro jest fortepian do wykonywania tylko muzyki klasycznej, „klawiaturowej”). Fakt, że takiego fortepianu nie ma, stanowi przykład lekceważącego traktowania muzyki współczesnej na uczelniach muzycznych w Polsce. Kto nie słyszał historii o profesorach zakazujących studentom wykonywania muzyki nowej, bo „popsują sobie aparat”, „zniszczą instrument”, itd.? Tymczasem te, wciąż nieufnie traktowane „współczesne” techniki wykonawcze, w większości zostały wypracowane w latach 50. i 60. XX wieku i wielka w tym też zasługa polskich kompozytorów. Ale to miało miejsce ponad pół wieku temu! Preparacja fortepianu to zjawisko jeszcze starsze. Czy Akademia to miejsce twórczych poszukiwań czy konserwacji XIX-wiecznego porządku muzycznego?!

    Kwestia fortepianu nie jest jednak jedyną.Wydarzenie miało miejsce podczas międzynarodowego festiwalu, którego Akademia jest współ-, ale tylko współorganizatorem. Akademię z festiwalem łączy umowa. Nie znam jej szczegółów, ale nie sądzę, by upoważniała rektor Lorkowską do przerywania koncertu z jakiegokolwiek powodu. Styl, w którym to uczyniła, był niedopuszczalny bez względu na rangę wykonawców i krzykacza. W porywie chwili użyłem przeciw rektor Lorkowskiej argumentu ”ad personam”, zaraz jednak się z niego wycofałem i dwukrotnie już za to przeprosiłem. Przepraszam raz jeszcze. Jednak wymienienie zasług artystów z ElettroVoce ma jedynie uświadomić czytelnikom skalę skandalu. To, że po drugiej stronie znajdowali się jednak uznani twórcy, a rzecz miała miejsce podczas międzynarodowego festiwalu, nadaje incydentowi ponaduczelniane znaczenie.

    I w tym miejscu dochodzimy być może do sedna problemu. Rozmawiałem wczoraj z wieloma osobami i wyłania się z tych rozmów przerażający obraz. Rektor Lorkowska od lat traktuje uczelnię, jak swój folwark (zanim została wybrana na rektora pełniła funkcję rektora ds. studenckich i funkcjonuje we władzach uczelni już od długiego czasu). Piętrzy przed chcącymi cokolwiek zorganizować studentami problemy formalne, broni dostępu do sal, a zwłaszcza do Auli Nova, podając tak kuriozalne argumenty jak ten, że „Aula musi odpocząć”! Pani rektor z upodobaniem publicznie upokarza własnych pracowników, załatwiając wszystko krzykiem i swoim olbrzymim tupetem. Raptem dzień po incydencie z zespołem „ElettroVoce” rektor Lorkowska otwierając (również międzynarodową!) konferencję naukową „Musica practica, musica theoretica” zbeształa pracowników I Wydziału, że na wydarzenie przyszło tak mało studentów. Znów – przełożony ma prawo zwrócić uwagę pracownikom, ale nie powinien tego robić obcesowo i przy świadkach. Co więcej, rektor Lorkowska słynie z przyprawiania wszystkim (tak pracownikom, jak i studentom) gombrowiczowskiej „pupy”, zwracając się do nich po imieniu i najczęściej zdrobniale. Czy to zachowanie przystające do wyższej uczelni czy raczej do przedszkola?

    Zazwyczaj zachowania rektor Lorkowskiej są tolerowane, gdyż osoby związane z uczelnią albo się jej boją, albo już się do jej obcesowego stylu przyzwyczaiły (stąd w komentarzach pojawiały się opnie, że „Pani rektor taka już jest”…). Tym razem, jej tupet dał o sobie znać podczas wydarzenia najwyższej rangi i sprawa rozlała się poza wąskie środowisko poznańskiej uczelni. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: osoba pani rektor nie przysparza uczelni prestiżu, co więcej – przynosi jej wstyd. Taka osoba nie powinna reprezentować żadnej instytucji, a co dopiero wyższą uczelnię.

    Z całej sytuacji istnieje dla pani rektor kilka honorowych wyjść:

    1. Opublikować oficjalne przeprosiny dla artystów, festiwalu i publiczności za swoje zachowanie,
    2. Zorganizować na koszt uczelni powtórzenie koncertu ElettroVoce (choć nie zdziwiłbym się, gdyby artyści nie chcieli już mieć z poznańską uczelnią nic wspólnego) i prawykonanie utworu Ryszarda Osady,
    3. Ustąpić z funkcji rektora poznańskiej Akademii.

    • Pan raczy żartować..

      Jako osoba uczestnicząca w tym „koncercie” (cudzysłów użyty nie bez powodu) mam zupełnie inny odbiór przebiegu tych wydarzeń pozamuzycznych.

      Po pierwsze pani rektor najpierw podeszła do dyrektora artystycznego i to z nim po cichu, choć z wyraźnym wzburzeniem rozmawiała na temat preparacji fortepianu. Tego jakoś nikt nie raczył w żadnym zakamarku internetu zauważyć, tylko wszyscy zrobili z pani rektor nawiedzonego krzykacza, wiedzionego destrukcyjnym instynktem, który wstał z miejsca i zaczął krzyczeć. A tak nie było.

      Po drugie pani rektor nie krzyczała, tylko mówiła głośno, bo pani profesor Zielińska znajdowała się kilkadziesiąt metrów od niej, a wraz ze wzrostem odległości muszą wzrosnąć decybele, jeśli chcemy dostarczyć dźwięk do odległego od nas miejsca. Proste, prawda? Oczywiście nie sposób pominąć emocji pani rektor, którym jednak nie można się dziwić, o czym później.

      Po trzecie jeśli ktoś zachował się niekulturalnie to właśnie pani profesor, która cynicznym, pozornie spokojnym tonem i niejako w białych rękawiczkach powiedziała od niechcenia i lekceważąco, że przecież do preparacji fortepianu jeszcze nie doszło. A tymczasem w programie koncertu widniała informacja o preparacji fortepianu w utworze, po którym koncert został przerwany. Czy to znaczy, że pani profesor robi idiotę ze mnie widza? Czy też właśnie z pani rektor? To w końcu był to utwór na fortepian preparowany, czy nie? Czy preparacją nie jest niemiłosierne doprowadzenie fortepianu do błagających o litość jęków poprzez zajeżdżanie strun jakimiś bliżej nieokreślonymi przedmiotami? Muzyką trudno to było nazwać..

      Po czwarte pani rektor w żadnym fragmencie swojej wypowiedzi nie powiedziała, że nie zgadza się na preparację fortepianu, tylko że nie zgadza się na preparację TEGO konkretnego fortepianu. Niby drobiazg, a jednak robi ogromną różnicę, prawda? O tym drobiazgu również nikt z szeroko komentujących nie raczył wspomnieć. To jest zwyczajna nierzetelność i manipulacja.

      A kontynuując wątek braku kultury pani profesor warto zauważyć, że po wyjściu pani rektor z sali, była ona uprzejma cedząc leniwie słowa powiedzieć do zgromadzonej publiczności, że w takim razie w tej niespodziewanej przerwie technicznej opowie ona historię fortepianu preparowanego, czym rozchichotała gawiedź. Żenada i zero pokory. 90% komentarzy internetowych zarzuca brak kultury pani rektor, a tym czasem to właśnie pani profesor przodowała w tym zakresie. I żeby było jasne: nie znam jej, wypowiadam się wyłącznie na temat jej zachowania podczas koncertu jako człowiek całkowicie postronny.

      Może Pan prywatnie nie akceptować osoby pani rektor na tym stanowisku. Ale jest faktem, z którym trzeba się pogodzić, że jednak piastuje ona tak ważne i wysokie stanowisko i przyrównywanie jej do woźnej jest kolejnym brakiem kultury w całej tej rozdmuchanej historyjce.

      Nie jest zaściankiem dbałość o instrument wart grube pieniądze – moje i Pana, bo przecież nie prywatne pani rektor. Wszyscy ci żałośni napinacze internetowi, którzy anonimowo mają „odwagę” bezpardonowo i bezmyślnie krytykować panią rektor klikają zapewne z komputerków za 2000 nabytych na raty ze sklepu nie dla idiotów. I zapewne żadnego z nich nie byłoby stać nawet na jeden klawisz od steinwaya. Ot, taka marna, polaczkowa mentalność: poobrażam kogo się da, kto mi zabroni.
      Nie lubię muzyki współczesnej, moja obecność na koncercie była nieco przypadkowa. Mimo to mam tą odrobinę obiektywizmu w sobie, żeby przyznać, że to właśnie wykonawcy są najbardziej poszkodowani w tej historii, bo jak się domyślam nie wiedzą oni (i wiedzieć nie muszą) jakie zasady organizacji pracy Akademii obowiązują w Poznaniu. Nie wiemy kto i na jakim etapie organizacji koncertu odpowiadał za dobór instrumentu i pozostałego sprzętu. I to jest właśnie ten kluczowy element, który nikomu z nas nie pozwala do końca rozsądzić i ocenić tej sytuacji. Wiemy natomiast, że pani rektor jest odpowiedzialna materialnie za wszystko, co jest w Akademii użytkowane: od mopa po steinwaya. I wszystkim mądralińskim, którzy z taką łatwością urządzają prześmiewczą nagonkę na panią rektor życzę, by nigdy nie musieli zarządzać mieniem takiej wartości, bo z pewnością przypłaciliby to galopującą nerwicą. A jak ktoś ma ochotę bez żadnych ograniczeń preparować fortepian, to nie kupi sobie własny. Proste. Swoją drogą nieco strzelił Pan sobie w kolano opatrując swój komentarz zdjęciem piłowanego fortepianu.. Jeśli miał to być wizualny argument na rzecz preparacji fortepianu, to nie przekonuje mnie ani odrobinę..

      Na koniec: ja również pozostanę anonimowym rozmówcą, bo nie będę się wystawiać na strzał anonimowych komentatorów, którzy znają się na wszystkim. Ale gdyby doszło do jakiejś publicznej debaty w tej sprawie, to nie byłoby dla mnie żadnym problemem zabrać głos jako naoczny świadek tego żenującego wydarzenia. I z całą pewnością źródłem żenady nie była pani rektor.

      Pozdrawiam.

  4. Pingback: Niby-tygodnik | Trzynańscie mgnień Wiosny, mgnienia 11-13

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *